BLOGGER TEMPLATES AND TWITTER BACKGROUNDS »

piątek, 16 kwietnia 2010

~1~ SasuNaru

Więc nowe opowiadanie czas zacząć.!^-^
Będzie to SasuNaru albo NaruSasu.
Zależy w jakich sytuacjach.
Potem przekonacie się, że trudno to określić.
Co do tego typu opowiadań, to najbardziej przypasował mi tekst od RainingDay.
Było krótkie i liryczne jak dla mnie.
Dziękuję wszystkim, którzy starali się mi pomóc.
Zapraszam do rozpoczęcia nowej przygody.!^
Miłego

~1~ of można odebrać różne rzeczy, ale nie wolno miłości...

Promienie tak fajnie ogrzewają twarz. Czy nie jest miło z samego rana poczuć takie ciepło.? One zawsze napawają optymizmem. No... Prawie zawsze. Są dni, kiedy poprostu wiesz, że masz przetyrane. Ten na szczęście do tych nie należał. Przynajmniej nasz główny bohater tego nie zakładał.

-Naruto.! Wstawaj głąbie.! Robota sama się nie znajdzie.!-Usłyszał piskliwy głos. Boże. Czy ta dziewucha zawsze musi go budzić, co rano i to w ten sposób.?!
-Zamknij się... Zdechnąć można.-Naruto mruknął w poduszkę, przewracając się na bok. Usiadł i otworzył oczy. Dziewczyna o różowych włosach, niskiego wzrostu, miotała się po pokoju robiąc rozpierdol. Ubrana była w spodnie i stanik. Blondyn skrzywił się na widok boczków i fałdek. W dodatku miała z duży stanik. O wiele za duży. Uśmiechnął się lekko

-Próbujesz poprawić sobie samoocenę za dużym stanikiem.? Ne, Sakura-chan, Sai i tak cię wystawi.-Dopiekł jej. Stanęła nagle. Odwróciła się w stronę chłopaka powoli. Między ich spojrzeniami, blondyn wyobraził sobie pioruny. Nie zdążył załapać, o co chodzi i co się dzieje a już dostał w ryj.
-Powiedz tak jeszcze raz to cię zabiję.! Kochamy się a on nie mógł przyjść ostatnim razem.! Miał pracę, nie to co ty, wstrętny pasożycie.!-Różowowłosa siedziała na nim okrakiem lewą ręką szarpiąc go za koszulkę a prawą sciskając w uniesioną pięść. Chłopak ledwo się obudził a już mu się oberwało.
-Sakura.! Przestań.! Przestaań.! Uspokój się.! Tylko żartowałem.! Puść mnie, no.!-Krzyczał razem z nią.
-Ugghr.-wszystko się w niej gotowało ze złości-tym razem masz szczęście. Muszę wyjść za godzinę, więc mam mało czasu.-burknęła w kierunku Naruto. Podeszła do lustra wiszącego na całej szerokości drzwi wejściowych i zaczęła się pindrzyć.

Mieszkali w pokoju z kuchnią i łazienką. W zasadzie tylko z łazienką, bo kuchnią był kawałek sporego pokoju, odzielony meblościanką. Niebieskooki wziął jakieś ciuchy i poszedł wziąć prysznic. Walnął je gdzieś na pralkę, rozebrał się i wskoczył do kabiny. Odkręcił wodę. Jak ciepło... Jak przyjemnie... To jego najulubieńsza część dnia. Resztę spędza na szlajaniu się po wielkim Nowym Yorku w poszukiwaniu jakiejś pracy.

Po kilku minutach i mililitrach różnych płynów, wyszedł. Spojrzał w lustro. Kosmyki włosów sięgające mniej więcej do ramion lśniły od wody. Podobnie z resztą jak całe jego ciało. Miał trochę mięśni i uważał, że jest przystojny. Z resztą zawsze jak wychodzi znajduje potwierdzenie dla tych myśli.

„Jebane wykształcenie” warknął w myślach. Tylko i wyłącznie przez nie ukończenie jakiejś szkoły średniej nie pyjęli go. Zapierdzielałby teraz po wybiegu, albo prężyłby się napakowany i przy kasie w jakimś yakuzzi z laskami. Albo facetami... Sam nie wiedział czy jest hetero czy homo. Jak widzi jakąś dziewczynę na ulicy, która nie grzeszy urodą to za nią się ogląda. Wstręt do jego przyrodniej siostry łatwo wyjaśnić, ale jak można wyjaśnić fakt, iż podniecają go faceci nasmarowani oliwką w babskich magazynach.?! Nie chciał dopuszczać do siebie myśli, że może być bi. W końcu to nie jest normalne.! Wpajano mu to do głowy, ale żyje w Ameryce. Tu niełatwo zachować jakiekolwiek wartości. Szczególnie, jeśli sporo czasu spędza się na brudnych ulicach...

Kiedy wyszedł z łazienki Sakura jeszcze mocowała się sama ze sobą. Zakładała rajtuzy. Zrezygnowała chyba ze spodni. Podskakiwała na jednej nodze i trzymała jedną rękę komórkę. Nawet nie wie jak debilnie teraz wygląda.
-Baby...-Mruknął pod nosem i westchnął. Przechodząc koło Sakury popchnął ją na łóżko i powiedział, że wychodzi i nie wie, kiedy będzie i, że ma telefon. Ignorując wrzuty pod swoim adresem, zamknął drzwi.
Nowy Jork.

Miasto to już było rozbudzone mimo dość wczesnej godziny. Blondyn wciągnął powietrze stojąc u szczytu schodów. Rozejrzał się. Tu jakaś baba sprzedawała kwiatki, ludzie, tam stoisko z hot-dogami, ludzie i tak dalej. Wszyscy się spieszyli do pracy, szkoły lub choćby na wyprzedaż. Założył ręce za głowę i szedł wolniej od wszystkich, we wcześniej obranym kierunku. Postanowił iść do nowej dzielnicy. Trochę daleko, ale słyszał, że warto. Nowootwarta, więc powinno się znaleźć coś do roboty. W połowie drogi, w parku zderzył się z jakąś personą. Upadł.

-Ała...-Spojrzał na otarte dłonie. Wkurzył się.-Możesz trochę uważać.?! Zależy mi dziś na wyglądzie.! No kurde, no.! Co żal...
-Przepraszam. To było niechcący-usłyszał męski głos pełen chłodu. Uzumakiemu nie spodobało się to. Czy ten gbur uznał go za totalnego śmiecia.?! Czemu zawsze ludzie tak zachowują się w stosunku do niego.? Blondyn spojrzał spodełba na sprawcę całego zdarzenia. Był to wysoki brunet o czarnych włosach i ciemnych oczach. Był w garniturze z jakąś teczką. Wyglądał na japończyka. Ale zaraz... Czy oni nie są niżsi.?!
Blondyn wstał, otrzepał tyłek i spojrzał na pingwina.
-Myślisz, że jak jesteś wysoki, przystojny i zarabiasz kupę szmalu to możesz innym niszczyc życie.?!-Naruto nie boi się ludzi takich jak on. Jest pyskaty. Kiedy skończył spojrzał na męszczyznę.

Już go nie było.

Rozejrzał się w okół-nikogo podobnego nei było. Niech on tylko spotka tego gościa jeszcze raz, a nie ręczy za siebie.! Jak mógł tak poprostu odejść nie mówiąc nic.?! Chamstwo. Chamstwo, egoizm i drobnomieszczaństwo.!
„Dobra, uspokój się.” skarcił się w myslach.

Wszedł na to nowe osiedle i aż stanął. Wszędzie ładne, duże domy a w centrum szklane, nowoczesne wieżowce. Wszystko ślicznie się komponowało z lekko więdnądymi już na różne kolory liśćmi drzew. Ludzi nie było zbyt wiele. Po dłuższym spacerze Naruto wiedział już jak życie tu wygląda. Pan iksiński wstaje. Pan iksiński ubiera garnitur. Pan iksiński idzie na zapieprz a pani iksińska przycina kwiatki i piecze ciasta. Sztuczna atmosfera sasiedzkiej uprzejmości.
Wkurzające.

Wszedł do jednego z wielkich gmachów w nadzieji o pracę. Może czyścić kible i podłogi, może być szoferem, ogrodnikiem czy kimkolwiek, byleby miał robotę, bo nie wytrzyma z tamtą mordoklejką. Poszedł na górę, sekretarka go przyjęła.
Otworzył ciężkie, drewniane drzwi.
Wszystko pachniało świeżo i nowo.
-Dzień dobry. Nazywam się Uzumaki Naruto. Przyszedłem w sprawie pracy i...-Zabrakło mu słow.
Czarny fotel po drugiej stronie biurka odwrócił się.

W fotelu siedział przystojny, zniewalający męszczyzna o czarnych włosach.

Ten sam, który był wtedy w parku.

Brak komentarzy: