<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-6228173029317230177</id><updated>2012-01-15T16:47:09.327+01:00</updated><title type='text'>Opowiadania z mojej nieco chorej wyobraźni</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Tsuki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11402271605646754243</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9Xe21E2VP9E/S6PeGoITlkI/AAAAAAAAAFg/Pg63QUPqCL4/S220/Mikaru15.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>16</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6228173029317230177.post-8292813267462955701</id><published>2010-05-26T22:09:00.003+02:00</published><updated>2010-05-26T22:23:00.196+02:00</updated><title type='text'>Przyjaciele?</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;, Courier, monospace;"&gt;&lt;span style="color: #741b47;"&gt;Nie miałam weny na ostatni epizod "Można odebrać różne rzeczy, ale nie wolno miłości..."&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;, Courier, monospace;"&gt;&lt;span style="color: #741b47;"&gt;(tak, SasuNaru będzia miało tylko 16 epizodów)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;, Courier, monospace;"&gt;&lt;span style="color: #741b47;"&gt;&amp;nbsp;I tak przez coś powstało coś, co mianem cosia chyba wabić się nie może.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;, Courier, monospace;"&gt;&lt;span style="color: #741b47;"&gt;Mimo, że wiem co ma tam być, to i tak jakoś nie mogłam złapać klimatu etc.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;, Courier, monospace;"&gt;&lt;span style="color: #741b47;"&gt;Oceńcie one-shota same xd&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;, Courier, monospace;"&gt;&lt;span style="color: #741b47;"&gt;whatever.. enjoy&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;, Courier, monospace;"&gt;&lt;span style="color: #741b47;"&gt;~***~&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Spotykali się już od miesiąca. Poznali się przypadkiem, ot tak. Byli w tym samym sklepie, w tym samym dziale z płytami. Patrzyli na ten sam album. Dalej się jakoś potoczyło. I tak oto brunet średniego wzrostu szedł sprężystym krokiem przez szare, poobdzierane gmachy miasta. Był jak mały, radosny punkcik w ponurej rzeczywistości. Miał na sobie czerwone trampki, ciemne spodnie, białą koszulę, skórę i kostkę z kolorowymi naszywkami. Jego jasne włosy, którym brakowało kilka centymetrów do ramion, powiewały delikatnie. Mały anioł w obliczu ogromnego, burego miasta. Jego brwi zbliżyły się do siebie w grymasie złości, albo raczej zniecierpliwienia, gdy musiał przystanąć na czerwonym świetle. Spuścił trochę głowę, a gęste, ciemne rzęsy rzuciły cień na oczy. Rzucił się pierwszy, gdy tylko usłyszał dźwięk sygnalizacji. Po kilku minutach doszedł do ładnego domku jednorodzinnego, bez pięterka, za to z poddaszem. Nacisnął dzwonek. Po chwili jeszcze raz, a potem wcisnął i nie chciał puścić. Drzwi otwarły się a w cieniu przedpokoju stał wysoki szatyn o zielonych oczach. Miał na sobie tylko ładnie wyprofilowane spodnie i pieszczochę. Potrząsnął głową, by odrzucić na bok grzywkę, która wchodziła mu w oko i przeszkadzała trochę. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Hm-mruknął zadowolony a kącik jego ust wygiął się w uśmiechu.-Już myślałem, że…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Tylko mnie dotkniesz, a oberwiesz-rzucił niższy przechodząc jak wicher obok szatyna. Miał zaciśnięte pięści. Sam nie wiedział czemu. Wszedł na górę, do pokoju na poddaszu. Zrzucił kostkę, zdjął czarną skórę, której zapięcia brzęknęły, gdy spotkały się ze starymi panelami. Idąc w stronę komputera, który stał naprzeciw wejścia, ściągnął niedbale buty. Usiadł na krzesełku obrotowym i włożył płytę. Majstrował chwilę, gdy usłyszał za sobą skrzypienie podłogi. Na poddasze wszedł szatyn, który zobaczył rzeczy ciemnookiego, walające się po podłodze. Tworzyły nierówny szlaczek do chłopaka. Po momencie z kolumn rozmieszczonych w pokoiku, popłynęły hardrockowe nuty. Blondyn wyciągnął się na krześle i spojrzał przez okno, za ekranem. Zamyślił się. Poczuł ciepły oddech na szyi. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Czego-warknął i obrócił się z krzesłem w stronę intruza w jego świecie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-O czym tak myślisz?- szatyn wyprostował się, krzyżując ręce za głową.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Umm… o niczym- speszył się niższy i odwrócił wzrok, wbijając go w szafę po lewo, pełną płyt, książek i niezidentyfikowanych przedmiotów za jej drzwiczkami. W porę się zreflektował, gdy dłoń z wysuniętym palcem zbliżała się do jego podbródka, zapewne aby go odwrócić. Odpił się palcami od podłogi, która zaskrzypiała i odjechał kilka centymetrów. Wbił się w fotel, zniżając głowę.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Miałeś mnie nie dotykać-przypomniał.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Jaki nietykalny. Dobra, mnie wszystko jedno. Masz jakąś sprawę, że przyszedłeś?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Taa… właściwie to sam nie wiedział co tu robi. Zastanawiając się nad odpowiedzią zrobił słodką minę. Nawet o tym nie wiedział. Zielonooki usiadł na łóżku i oparł brodę na pięści z pieszczochą, wpatrując się w chłopaka z uśmiechem i pewnym zaciekawieniem w oczach. Zaśmiał się po chwili i wstał.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Wiedziałem, że nie powiesz. Złaź, muszę coś zrobić. Blodnyn westchnął cierpiętniczo i wstał. Położył się na łóżku, zwijając w kłębek. Kenji [czyt. Kendżi] kiwał głową w takt muzyki. Po kilkunastu kliknięciach obrócił się do kłębka na swoim łóżku. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Czyli przyszedłeś sobie do mnie żeby poleżeć, bo wyrzuciłeś swoje łóżko. Czy musiałeś akurat łóżko?- spytał przekrzywiając głowę.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-C-co ty pierdolisz?- Kumi przetarł oczy i podniósł się na łokciu patrząc na Kenjiego jak na debila. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-No bo twoja szynszyla znowu upierdzieliła ci tą twoją sałatkę, i wydaliła ją na pościel. Wkurwiłeś się, jak zwykle, i wywaliłeś caaałe-tu zwizualizował robiąc kolo rękoma- wyrko za okno. Masz teraz zimno w domu, bo rozbiłeś szybę, a do tego wziąłeś…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Urusai! Potrafisz tak godzinami-uśmiechnął się.-Jak ci nie pasuje, że leżę to mogę wstać. Potem mi nogi w tyłek wrosną, ale co cię to obchodzi.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Na potwierdzenie swoich słów usiadł na łóżku.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-A rób co chcesz, tylko nic nie wyrzucaj ani nie psuj.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Słuchali przez chwilę mistrzowskiego, w ich mniemaniu, drailingu na gitarze elektrycznej. Potem Kenji usiadł skrzyżnie obok Kumiego i położył się. Patrzył na blondyna i myślał sobie nie wiaomo o czym. Ciemnooki spojrzał na niego, unosząc jedną bbrew i patrząc nań zimno. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Jebać to…-powiedział Kenji i rzucił się na zaskoczonego blondyna. Splótł swoje palce z jego i pocałował głęboko. Niższy był zszokowany i zarumieniony. Poczuł dłoń błądzącą po swoich sutkach i jęknął w usta Kenjiego zaskoczony. Jego ręce znajdowały się teraz nad głową, w uścisku silnych dłoni szatyna. Nigdy nie gadali o tym kim są dla siebie. Kumi czuł, ze Kenji był dla niego przyjacielem, pierwszym takim prawdziwym. Widocznie Kenji czuł tym czymś w spodniach a nie sercem. Taka akcja przeraziła trochę Kumiego. Był już z jednym chłopakiem, ale zielonooki miał być jego przyjacielem! Nigdy nie mówił, że lubi chłopców, albo że Kumi mu się podoba. Miał odchyły takie jak chuchanie na kark, przygryzanie płatka ucha, zlizywanie np. kremu z okolic ust blondyna, gdy tamten się ubrudził. Przez te odchyły mówił mu ostatnio jako cześć, żeby go nie ruszać, bo coś tam. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Kenji nie mógł już tego wytrzymać. Był gejem, ale nie wyglądał na takiego. Kiedyś miał nawet dziewczynę, która miała za zadanie utrzymywać pozory, że Kenji jest hetero. Brunet jest umięśniony, ma niski, wibrujący wręcz głos, zielone, tajemnicze oczy, zasłonięte dodatkowo przez grzywkę. Słuchał cięższej muzyki jak rock czy metal, zawsze nosił ćwieki. Nie wyglądał więc jak typowy gej, czyli żeluś, pan spięte poślady, awangardowe ubrania i styl oraz ciągły uśmieszek i nie wiadomo co jeszcze. Miał masę fanek, które zadręczały go w Internecie, szkole, na zakupach a nawet, nie wiadomo skąd, na komórce albo w domu. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Kumi, mimo ze już miał faceta, wciąż dziwnie się czuł w tak bliskich kontaktach z nimi. Chce to przezwyciężyć z wiadomych powodów. Z powodów miłych. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Ciepły język przeniósł się na szyję. Zjechał niżej, a gdy napotkał koszulę- zniknął. Pojawiła się za to ręka, która ją rozerwała. Blondyn aż sapnął, wciąż miał szeroko otwarte oczy i patrzył się na twarz szatyna. Odwracał wzrok, gdy spotykał tajemniczą zieleń Kenjiego. Mokre ślady na twardych sutkach Kumiego, na jego rozpalonym brzuchu i kuszącym pępku, kończyły się na podbrzuszu. Niżej nie było już spodni. Teraz powoli znikały również i bokserki. Język przylgnął do skóry chłopaka o jasnych włosach. Niebezpiecznie szybko zbliżał się do penisa. Gdy jednym szybkim, ale zauważalnym, albo raczej odczuwalnym ruchem przeszedł przez całą jego długość, Kumi jęknął przeciągle i podniósł biodra nieco do góry. Przymknął oczy i zarumienił się, odwracając głowę trochę w bok, w stronę pokoju. Kenji widząc to, uśmiechnął się z zadowoleniem i dziwnym błyskiem w oku. Po chwili wpakował go sobie do ust. Zaczął lekko ssać i poruszać językiem. Powoli wyjmował go. Kumi myślał, że zaraz oszaleje. Ten drań najpierw całuje go namiętnie, potem drażni jego czuły punkt-sutki a teraz bawi się z nim! Musi zakończyć te jego durne gierki. Aby to uczynić wsunął się w usta ciemnowłosego, gdy jego penis już prawie cały wyszedł z gorących, dających rozkosz, ust. Kenji zrozumiał o co chodzi, ale był zbyt wrednym draniem, żeby tak po prostu dać spełnienie Kumiemu. Cofnął się do główki i zaczął ją ssać. Potem przeniósł się na jądra. Kumi nie wiedział co ma zrobić. Było miło, ale czuł, że zaraz wybuchnie. Albo inaczej: brakowało mu tylko jednego bodźca. Westchnął cierpiętniczo i prychnął unosząc lekko głowę, by spojrzeć na zielonookiego. Ten również się na niego spojrzał, na co blondyn oczywiście szybko opuścił głowę na łóżko. Był na siebie trochę zły. Kenji zatopił męskość Kumiego w swoich ciepłych ustach. Czuł pulsowanie i wiedział, że jest blisko. Przestał się z nim bawić, tym samym doprowadzając go do spełnienia. Gorąca substancja rozlała się w jego ustach. Połknął ją i położył się obok dyszącego chłopaka. Było mu tak dobrze. Powoli wracał do tego świata. Dawno się tak nie czuł. Kenji westchnął i obrócił głowę w kierunku chłopaka. Wpatrywał się w jego twarz i nie mógł przestać. Był teraz cudowny: trochę potargany, lekkie rumieńce na policzkach, otwarte usta i przymknięte oczy, które były zasnute mgiełką rozkoszy. Jego odsłonięta klatka piersiowa opadała i podnosiła się coraz wolniej, aż w końcu prawie się uspokoiła. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Czego?- Warknął Kumi psując atmosferę i romantyzm całej sytuacji.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Niczego. Jesteś śliczny-odpowiedział Kenji. Kumi szybko odwrócił twarz tak, aby ciemnowłosy nie mógł zobaczyć znienawidzonych rumieńców. Uważał, że to żałosne tak oblewać się rumieńcem po każdej głupocie. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Czemu za każdym razem, kiedy mówię albo robię ci coś miłego, odwracasz się i nie patrzysz na mnie?- Spytał Kenji, a w jego głosie dało się słyszeć nutkę smutku. Czekał chwilę, ale nie uzyskał odpowiedzi. Prychnął i wbił wzrok w sufit. Poczuł, że coś spada na jego brzuch i ciągnie go w swoją stronę za ramiona. To blondyn siedział teraz na nim. Widocznie nie spodobało mu się to, co usłyszał.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Nie osądzaj mnie po tym co robię w takich sytuacjach!&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Poza tym jeżeli ci to tak przeszkadza, to możesz mnie więcej nie zobaczyć, proszę bardzo! Co z tego, że będzie to przez głupi wstyd!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Kenji patrzył na niego zszokowany. Gdy ciemnooki się uspokoił, wyższy uśmiechnął się i przytulił go do siebie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Kumi. Nie osądzam cię i nie mówię, że mi to przeszkadza. Nawet mi się to podoba-pocałował go delikatnie. Spojrzał głęboko w oczy i powiedział, że musi się jeszcze do tego przyzwyczaić. Blondyn chrząknął, zlazł z bruneta i poczłapał się ubrać. Kenji zaśmiał się.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Skąd wiedziałem, że odejdziesz?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Kumi prychnął głośno, a zielonooki podszedł do komputera, aby puścić album od początku. Lubił pierwszy utwór. Mistrzowska solówka gitary elektrycznej znów rozbrzmiała w kolumnach. Muzyka dopełniła rozkoszy spotkania.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6228173029317230177-8292813267462955701?l=you-stay-on-my-mind.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/feeds/8292813267462955701/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6228173029317230177&amp;postID=8292813267462955701&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/8292813267462955701'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/8292813267462955701'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/2010/05/przyjaciele.html' title='Przyjaciele?'/><author><name>Tsuki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11402271605646754243</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9Xe21E2VP9E/S6PeGoITlkI/AAAAAAAAAFg/Pg63QUPqCL4/S220/Mikaru15.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6228173029317230177.post-6191960905014695825</id><published>2010-05-03T00:20:00.001+02:00</published><updated>2010-05-03T00:20:55.838+02:00</updated><title type='text'>~15~ SasuNaru</title><content type='html'>&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;span style="color: #741b47;"&gt;Wiem, że na ten part trochę się czekało xd&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;span style="color: #741b47;"&gt;Przepraszam was, ale nie mialam natchnienia, poza tym ze dwa szlabany po drodze się spotkalo... bywa.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;span style="color: #741b47;"&gt;&amp;nbsp;Dziś o stronę dłużej niż zwykle. Mam nadzieję, że się spodoba ;))&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;span style="color: #741b47;"&gt;Epizod ten jest dedykowany &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color: #741b47;"&gt;Ayame&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;span style="color: #741b47;"&gt; z okazji urodzin.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;span style="color: #741b47;"&gt;Wszystkiego najlepszego kochana, najlepsze życzenia ;***&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;span style="color: #741b47;"&gt;Fajnie jakby nasze marzenie się spełnilo x 33 buhaha&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;span style="color: #741b47;"&gt;miłego czytania&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;&lt;span style="font-size: 16.0pt;"&gt;&lt;span style="color: #741b47;"&gt;~***~&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;&lt;span style="font-size: 16.0pt;"&gt;~15~ of można odebrać różne rzeczy, ale nie wolno miłości...&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Co robiłeś u Naruto?- Po dużej willi rozniósł się lodowaty głos. Jego właściciel stał, podpierając jedną ręką bok. Był w pokoju oświetlonym dyskretnymi świetlikami, z biczem w ręku. Nie był to taki zwykły erotyczny pejczyk, rodem z bdsm. To było prawdziwe narzędzie tortur, które nie miało jeszcze dzisiaj okazji wyrządzić komuś krzywdę. Surowy wzrok wysokiego, przystojnego mężczyzny, spoczywał na chłopczynie klękającym u jego stóp. Miał on fioletowe włosy, soczyste, zielone oczy i za dużą koszulkę na sobie. Posiadał jednak coś, co odróżniało go od innych mieszkańców willi, a jednocześnie łączyło ze swoim Panem. To narodowość japońska. Skośne oczy i szlachetne rysy. Tak, to dlatego był on pupilkiem Itachiego. Hmm. Skoro naprawdę tak było, to co robiła krew na jego policzku? Czemu bolał on go od rozcięcia? Ciemnooki zamachnął się. Ból. Z ust Yujiego wyrwał się krzyk.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Każesz mi się powtarzać?- huknął na chłopaka. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Po jego oczach nie można by rozpoznać, że jest wściekły. Zdradzały to jedynie iskierki, pojawiające się w nich pod przypływem emocji.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-N-nie, Panie…- odpowiedział gdy tylko zdołał nabrać powietrza w płuca i odwagi w serce, aby się poruszyć.- Zaprowadziłem go do pokoju, jak kazałeś. Zaczął krzyczeć, więc starałem się go uspokoić, aby nie zakłócał twego spokoju i…- zawiesił się nagle. Miał powiedzieć, że skalał swoje usta pocałunkiem z jakimś tam śmieciem? Należał do Itachiego, to jego miał całować, jego miał dotykać i jego miał relaksować. Tym czasem ciemnooki westchnął ze zniecierpliwieniem. Ręka na rękojeści bicza wzmocniła uścisk. Dźwięk skóry z przyrządu i skóry swojego Pana, ocierające się o siebie, wyrwała zielonookiego z zamyślenia.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-…i pobiegł do toalety- dodał pospiesznie.- Nie wiem po co. Ja… zostałem w pokoju Naruto. Nie wiem czemu, ja… chciałem otrzeźwieć, przemyśleć moje zachowanie względem niego…- mówił coraz ciszej przez łzy. Oczywiście było trochę inaczej niż mówił. Bał się kary. Jego Pan był mistrzem w wymyślaniu tortur. Naruto jest nowy, więc dostał tylko pouczenie, ale to co długowłosy potrafi zrobić z ludźmi- przeraża. Itachi najwyraźniej też tego nie chciał. Spędzał noce tylko z Yujim. Brzydził się swoimi innymi niewolnikami. Nieliczna grupka zabawiała go. Innych zmuszał do ciężkiej pracy, aby utrzymać swój duży dom i ogród. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Do niedawna Yujiemu towarzyszył chłopiec z Ameryki. Niestety został zakatowany za to, za co spodobał się Itachiemu- za odwagę i zuchwałość. Pozwolił mu na więcej po jakimś miesiącu od wyrwania z targu, w końcu stał się jego drugim pupilkiem, lecz zdradził go i musiał ponieść karę. A Itachiego poniosły nerwy, więc chłopak dożywa swoich dni w salonie. [patrz: 13 epizod, skrępowany chłopak leżący pod ścianą po prawej stronie- przyp. Tsuki]&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Ciemnooki nachylił się nad niewolnikiem. Ten odruchowo zamknął oczy. Drżał ciągle. Poczuł jak dłoń łapie go za brodę. Rozchylił powieki, aby następnie je zamknąć, bowiem długowłosy wpił się w usta Yujiego. Pocałował go agresywnie, bez żadnego uczucia, ale umiejętnie. Zielonookiego zszokowało to. Myślał, że oberwie i zostanie brutalnie wyrzucony z pokoju. Jednak na to się nie zanosiło, ponieważ brunet po oderwaniu się od delikatnych ust niewolnika, wziął go za ręce. Yuji szybko zrozumiał o co chodzi. No tak, Itachi dawno się z nim nie kochał. Ile to dni minęło? Dwa, może trzy. Zaraz. Czy w ogóle stosunek z jego Panem można nazwać kochaniem się? No cóż, nie był tego pewien. Teraz niczego nie był pewien. Ciemnowłosy lubił bdsm i te sprawy, a zielonooki za tym nie przepadał. Nietrudno się domyślić jakie rzeczy robi się uke. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Yuji został rzucony na łóżko, a Itachi jak najszybciej przywarł do niego ustami, całując głęboko i agresywnie. Fioletowowłosy nie protestował, kiedy zerwano z niego spodnie, razem z bokserkami. Brunet nie chciał zniszczyć koszulki, poprzez rozerwanie jej, więc odkleił się od chłopaka i jak najszybciej zdjął ją z niego. Poszła ona w ślad za spodniami, czyli właściwie nie wiadomo gdzie. Po tym kontynuował całowanie nagiego ciała zielonookiego. Muskał swoimi ustami jego sutki, przygryzał je, a chłopak jęczał za każdym razem. Fala przyjemnego bólu delikatnie przechodziła przez jego ciało i wypełniała go. Przymknął oczy. Teraz była tylko przyjemność. Poczuł jak ręka ściska jego członek i mruknął zagryzając palec, rumieniąc się i odwracając lekko głowę. Jęczał za każdym poruszeniem się ręki, za każdym muśnięciem jego jąder przez zwinne palce mężczyzny. Było mu gorąco. Trochę przez wstyd, a trochę przez Itachiego; przez rozkosz, jaką mu dawał. Wie, że będzie jeszcze lepiej. Zawsze jest. Jak Amerykanina brał na ostrzej, tak jemu chciał sprawiać przyjemność. Sam pewnie nie wiedział czemu. Być może dzięki temu, że fioletowowłosy jest Japończykiem i czuje pewną więź co do niego.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Yuji poczuł ręce na swoich pośladkach. Jego biodra zostały uniesione w górę, a nogi przerzucone przez ramiona, na plecy starszego mężczyzny. Poczuł główkę penisa na swoim wejściu i jęknął, gdy zaczęła się powolutku wbijać. Jęk przerodził się w rozpaczliwy wrzask, kiedy Itachi wszedł w niego jednym, szybkim ruchem, aż po same jądra. Yuji krzyczał i wił się. Chciał uciec, lecz nie mógł się ruszyć z nogami umieszczonymi wysoko i rękoma skrępowanymi przez dłonie Itachiego. Brunet nachylił się nad nim, kiedy przypomniał sobie, że jest niewolnikiem i uspokoił się.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-To jest twoja kara- powiedział niskim tonem i polizał policzek zielonookiego. Zaczął poruszać się w nim. Po chwili szybciej. Yuji nie był na to przygotowany. Bolało go. Po jego plecach, powoli ciekła strużka krwi, plamiąc pościel, podobnie jak łzy. Błagał między krzykami, żeby brunet przestał, że przeprasza, że więcej nie będzie. Ten tylko uśmiechał się wrednie, patrząc na czerwoną od krzyku i bólu, twarz niewolnika. Zaczął poruszać się najszybciej jak mógł i doszedł. Padł na ciało chłopaka, który łkał cicho. Bał się poruszyć. W ogóle bał się teraz zrobić cokolwiek. Czuł gorącą skórę na sobie i oddech, który owiewał jego ucho. Leżeli tak chwilę. Kiedy Itachi odpoczął, a strach Yujiego zelżał, długowłosy wstał. Odszedł kilka kroków, przeciągnął się, ubrał i wyszedł. Zanim drzwi się zamknęły Yuji zdobył się na odwagę i uniósł głowę, aby zobaczyć czy Pan naprawdę wychodzi bez słowa, bez przytulenia go, bez czułego gestu. Zobaczył tylko cień. Nie żaden uśmiech obiecujący szybki powrót. Po prostu nic. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Itachi szedł korytarzem pogwizdując. Skrzyżował ręce za głową. Im dłużej myślał o tym, co przed chwilą miało miejsce i co zaraz będzie miało miejsce, tym bardziej jego usta rozszerzały się we wrednym uśmiechu. Potem zaczął się śmiać, oczywiście krótko. Nie poszedł do łazienki, aby zmyć z siebie zapach krwawego spotkania z niewolnikiem. Podszedł do ciemnych drzwi i nacisnął klamkę. Mruknął uradowany. Wszedł do jednego z pokojów jego sług. W łóżku nie było nikogo, a pościel skopana została częściowo na podłogę. Westchnął zniecierpliwiony, przeszedł przez pomieszczenie i wszedł do drugiego. Tam znalazł czego szukał. Pod biblioteczką z książkami po prawo, siedział skulony blondyn. Czytał jakąś książkę. Itachi przygryzł wargę gdy obleciał wzrokiem ciało chłopaka.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Naruto-rzucił ostro. Niebieskooki wzdrygnął się. Wiedział kto to, domyślił się po głosie. I co ma teraz zrobić? Wstać czy siedzieć, odpowiedzieć czy milczeć, patrzeć w oczy czy spuścić wzrok? Jest niewolnikiem. Jego życie zależy od mężczyzny, który stoi ze dwa metry od niego, oparty o ścianę. Postanowił, że wstanie. Pospiesznie odłożył książkę na podłogę i spuścił głowę, wlepiając wzrok w swoje stopy. Itachi podszedł do niego i ujął brodę blondyna w dwa palce. Trzeba przyznać, że dość mocno.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Ale ty jesteś słodki…-wyszeptał Itachi zatapiając się w błękit przestraszonych oczu. Pocałował znienacka Naruto. Złapał go w pasie i całował agresywnie jeszcze chwilę. Blondyn nie odczuwał przyjemności, wręcz przeciwnie, ale brunet zdawał się być niesamowicie obojętny na brak chęci ze strony Naruto. Zapraszał go do zabawy, szturchając językiem jego język. Po chwili zdenerwował się i ugryzł chłopaka w wargę, ten zaś złapał się za czerwone, puchnące miejsce, a z jego ust wydobył się zduszony jęk. Skulił się trochę i wybałuszył oczy na ciemnookiego, który stał chwilę i patrzył się na Naruto z pożądaniem, po czym zdjął bluzkę z siebie i poszedł do sypialni. Zawołał blondyna do siebie. Nogi miał jak z waty, ale podążył za Panem. Ten rozłożył się na łóżku jak panicz i lustrował wzrokiem niebieskookiego.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Rozbieraj się-rzucił. Naruto nie zareagował. Gdyby była taka możliwość, szczęka opadłaby mu do samej podłogi.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-C-co?-Spytał cicho. Itachi mruknął i skrzywił się z wyraźnym niezadowoleniem.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Każesz mi powtarzać dwa razy? Ciesz się, że mam ochotę na show, bo inaczej pożałowałbyś.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Po krótkiej chwili ponaglił chłopaka, który ściągnął z siebie ubrania. Nie chciał nawet próbować być seksownym. Nie dla niego. Gdy stał już nagi, złączył kolana ze sobą, palce stóp skierował ku sobie i objął się rękoma, chowając zarumienione lico w ramię. Był sparaliżowany ze strachu. Patrzył przez okno, lecz nie dostrzegł tam nic, prócz czerni i kilku gwiazd.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Naprawdę jesteś słodki…-Itachi uśmiechnął się i poprawił się na poduszkach, siadając. Poklepał się po udach zapraszająco. Naruto wziął wdech i wstrzymał oddech podchodząc do łóżka i siadając nieśmiało na nogach mężczyzny. Starał się nie patrzeć na niego, ale nie wychodziło mu to biorąc pod uwagę szeroką klatę i umięśnione ramiona. Trzeba było przyznać, że wyglądał jak rzeźba. Podniósł rękę i wyciągnął ją w stronę twarzy blondyna, który zamknął oczy i mruknął w obawie przed ciosem. Zdziwił się gdy zamiast bólu poczuł delikatne muśnięcie na policzku. Spojrzał zdziwiony na właściciela dłoni, która teraz odgarniała blond grzywkę z oczu.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Rozepnij mi spodnie-zdziwił się, że takie ostre polecenie wyszło z ust, powyżej których znajdowały się oczy o nienaturalnym-jak dla niego-troskliwym spojrzeniu. Po chwili Naruto drżącymi dłońmi rozpiął guzik i zamek spodni. Przełknął głośno ślinę nie wiedząc co robić dalej. Silna dłoń złapała go za tył głowy i przycisnęła lekko do podbrzusza. Zanim blondyn zdążył załapać o co chodzi, Itachi zdążył się podenerwować. Niebieskooki całował skórę mężczyzny. Gdy zagłębił zwój język w pępku usłyszał westchnienie. Po chwili został zrzucony z dużego ciała, aby ciemnooki mógł ściągnąć spodnie. Jak się okazało, nie miał na sobie bielizny, więc nie trwało to długo. Naruto zapłonął rumieńcem gdy zobaczył jak duży jest penis Pana, jeszcze przed całkowitą erekcją. Zamyślił się chwilę nad tym.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Na co czekasz?- Warknął zniecierpliwiony Itachi. Blondyn ocknął się i wziął w rękę męskość. Polizał główkę i wsadził ją do ust ssąc delikatnie i masując językiem jednocześnie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Hontoni kawaii…- powiedział po japońsku, na co Naruto nie zareagował. Po chwili zagłębił go prawie całego w ustach, a gdy zabrakło mu powietrza, wysunął go powoli, przygryzając. Zaczął robić loda a Itachi mruczał od czasu do czasu. Naruto złapał w palce jego jądra i zaczął je masować. Gdy poczuł, że brunetowi już wiele nie trzeba, wyjął go z buzi i spojrzał w ciemne oczy z zakłopotaniem, bo nie wiedział czy skończyć czy nie. Itachi podniósł się i uklęknął przed blondynem tak, że ich ciała przylegały do siebie nieco. Wsadził do jego ust trzy palce i, gdy były już dostatecznie wilgotne, krążył wokół wejścia chłopaka palcem. Po chwili wsadził go do środka całując jego wargi i przyciągając drugim ramieniem do siebie. Blondyn przytulił się delikatnie, bo nie wiedział co ma zrobić z rękami. Po chwili doszedł drugi palec, a ciemnooki bawił się sutkami Naruto, który klęcząc na łóżku jak Pan, rozchylił bardziej nogi i wypiął się nieco. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Gdy dołączył trzeci palec, chłopak nabijał się na nie sam, zapominając na chwilę gdzie i z kim jest. Jęczał co chwilę. Nagle znikły palce. Otworzył oczy. Itachi kazał mu polizać jego członka, po czym nabić się na niego. Naruto uczynił to. Brunet mruknął przeciągle gdy zatopił się w chłopaku do końca i poczuł jaki jest ciasny i gorący. Blondyn czuł pulsującą męskość w sobie i jęknął, gdy weszła ona do końca. Po chwili Itachi zaczął się w nim poruszać. Długo nie czekał i przyspieszył tempa a niebieskooki zaczął się na nim wić z rozkoszy. Krzyki, jęki i oddechy przekazywane z ust do ust podsycały ich podniecenie i doznania przez następne kilka godzin. Naruto nie liczył już orgazmów.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;~***~&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Nie… już nie mogę, ja…- teraz blondyn leżał pod Itachim, który podniósł się właśnie z niego i musnął ustami jego ramię.-Ja naprawdę już nie dam rady… Panie, proszę…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;-Spokojnie Naruto. Jesteś moją ulubioną i najcenniejszą zabawką. Pamiętaj, że nikt nie ma prawa cię dotykać z wyjątkiem mnie-mówił wprost do ucha chłopaka, otulając je ciepłym powietrzem. Oddychał ciężko ze zmęczenia. Itachi położył się obok niebieskookiego i patrzył mu w oczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Blondyn bił się z własnymi myślami, bo nie wiedział czy ma mu zaufać, czemu najpierw go karze a potem jest dla niego taki miły, że nie bierze go siłą. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Rozmawiali aż do świtu. Naruto wszystkiego się dowiedział i zaczynał godzić się z własnym losem. Potem zasnął wtulony w swojego nowego kochanka. Myślał jeszcze chwilę nad wspaniałym ciałem bruneta i jego oczach, po czym uniósł się i odleciał w jego własny, doskonały świat- świat snów.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6228173029317230177-6191960905014695825?l=you-stay-on-my-mind.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/feeds/6191960905014695825/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6228173029317230177&amp;postID=6191960905014695825&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/6191960905014695825'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/6191960905014695825'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/2010/05/15-sasunaru.html' title='~15~ SasuNaru'/><author><name>Tsuki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11402271605646754243</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9Xe21E2VP9E/S6PeGoITlkI/AAAAAAAAAFg/Pg63QUPqCL4/S220/Mikaru15.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6228173029317230177.post-1806855173862163132</id><published>2010-04-16T14:27:00.001+02:00</published><updated>2010-04-16T14:27:47.095+02:00</updated><title type='text'>~14~ SasuNaru</title><content type='html'>Osobiście: podoba mi się ten rozdziałJest dedykowany Aśce ;** &lt;br /&gt;~***~ &lt;br /&gt;~14~ of można odebrać różne rzeczy, ale nie wolno miłości... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yuji wszedł za Naruto do jego pokoju. Niebieski zmierzch rozświetliło sztuczne światło. Blondyn rzucił się ze wścieklizną na łóżko. W oczach zebrały mu się łzy.  Bił pięściami w poduszkę i zaczął ubliżać Itachiemu na całe gardło. Japończyk zamknął cicho drzwi za sobą  i podszedł do łóżka, podnosząc ręce na wysokość piersi, jakby w akcie obrony. Po minucie niebieskooki zmęczył się i uspokoił. Usiadł na brzegu posłania i, zasapany, zaczął cicho płakać. Yuji uklęknął obok jego nóg. &lt;br /&gt;-Naruto-chan... nie powinieneś zachowywać się tak ha...- nie było mu dane dokończyć. -Jak się zachowywać? Kurwa jak?!- Wstał.- Mam to w dupie! Żyłem sobie spokojnie z własnymi, małymi zmartwieniami, zjawił się mój książę, mój wybawca i zmienił moje życie na różowe, a teraz jestem tu, w jakimś burdelu, pseudo-porno-gównie! I co; ja według ciebie mam być spokojny? Oszalałeś?!- Zrobił przerwę na wdech. Yuji wykorzystał to i pchnął go znienacka na łóżko. Naruto zamachnął rękami, aby na nie nie upaść, ale nie udało mu się. &lt;br /&gt;Oniemiał, bo nie spodziewał się takiego czynu, takiego aktu przemocy ze strony Yujiego. Japończyk padł na niego i pocałował delikatnie. Blondyn bezwiednie otworzył usta, a zielonooki wdarł się językiem do środka. Był delikatny i było w tym coś z namiętności, ale niewiele. Może Naruczanowi tylko się zdawało. Wszystko działo się dość szybko, więc zanim Naruto się ocknął, ręka fioletowowłosego znalazła się pod koszulą blondyna, a drugą trzymał jego dłonie nad blond włosami. Naruto zamknął oczy. Samotna łza spłynęła po policzku. Udało mu się. Yuji go uciszył i uspokoił, ale nie to zajmowało teraz umysł naszego bohatera. Przypomniał on sobie o Sasuke. Pamiętał, że zanim poszli do pracy, Naruto narysował małą mangę o nim i brunecie. Wszystkie cechy, które Sasuke tak sobie cenił, takie jak obojętność czy władczość, blondyn przedstawił tak, że ciemnooki wyszedł na diabełka. Było to zabawne, ale Sasuke tylko fuknął. Potem Naruto musiał załagodzić sytuację... &lt;br /&gt;Ciepły język zjechał na szyję, otulając ją gorącym oddechem, ręka na podbrzusze, masując je miło. Naruto odchylił głowę i otworzył lekko oczy, lecz zamiast zwiewnej, delikatnej firanki, widział przeszłość. Złapał się na tym, że to nie Sasuke przygryza jego sutek i to nie on rozpina jego spodnie, lecz Yuji. Podniósł się szybko, a zielonooki uderzył policzkiem o jego klatkę piersiową. Koszulka opadła z powrotem. Zapiął szybko spodnie, a Yuji usiadł obok niego. Milczał. &lt;br /&gt;-Co ty robisz?- bardziej spytał niż zganił fioletowo włosego. Jego głos nie brzmiał tak mocno i pewnie, jak powinien. Schował twarz w dłonie, a łokcie oparł o kolana. Przeczesał rękami włosy patrząc krytycznie na kolegę i wstał. -Naruto, ja... -Gdzie jest łazienka?- Spytał ostro. -W prawo, prosto i jeszcze raz na prawo. Największe drzwi...- ostatnie słowa Yuji wyszeptał. Blondyn ruszył ku wyjściu. Zielonooki złapał go za rękę w ostatniej chwili. -Przepraszam, ja tylko chciałem... -No to udało ci się. Nie mam ci tego za złe- kłamał? Uścisk chłopaka zelżał, blondyn szarpnął ręką, aby się uwolnić i ruszył ku łazience. Wszedł do niej skołowany i pogrążony w myślach. &lt;br /&gt;Co się z nim działo? Zawsze był szczęśliwy i promienny. Zaczął się zachowywać jak Sasuke. Odkręcił wodę, oparł się o umywalkę i spuścił głowę. Dawny Naruto zacząłby jęczeć z rozkoszy jak idiota. Uśmiechnął się lekko i smutno. Teraz moglibyśmy się spierać o to kto jest seme a kto nie... Sasuke-kun. W jego umyśle zrobiło się ciszej i spokojniej. Musiał to wszystko trochę ogarnąć. I tak nie wiedział, po co tu jest, ale niektóre rzeczy sobie wyjaśnił. Odetchnął, umył twarz, wytarł i zakręcił kurek. Szum wody. Ktoś tu jest? Możliwe. Blondyn odwrócił się. Zobaczył wielką, piękną wannę, lecz była ona pusta. Obok była kabina prysznicowa, z której buchała para. Nie widział żadnych cieni. Podszedł powoli do niej. Było mu coraz cieplej. Stanął o kilka centymetrów od kabiny i nasłuchiwał. Woda. Westchnienie? Nie, chyba mu się przesłyszało. Wytężył słuch i zmarszczył nos. Uniósł rękę, aby zapukać i spytać się Czy jest tu kto?, i usłyszał jęk. Stłumiony, długi jęk. Męski. Zamarł, a oczy zrobiły mu się okrągłe. &lt;br /&gt;Drzwi rozsunęły się z łoskotem. Czyjeś ręce wciągnęły go do środka i poczuł jak gorąca, prawie wrząca, woda spływa po nim a ubrania przyklejają się do ciała. Zaczerpnął powietrza i poczuł jak wdziera się do płuc parząca para wodna. Zaczął kaszleć. Poczuł jak z dwóch stron przytulają go ciała. Rozejrzał się i zobaczył dwóch, przystojnych mężczyzn. Uśmiechali się wrednie, lubieżnie oblizując wargi. Naruto zaczął się wyrywać i poślizgnął się. Silne ręce uratowały go przed upadkiem. Złapały one blondyna w talii i przyciągnęły do dużego, umięśnionego ciała. Blondyn rozglądał się spanikowany. &lt;br /&gt;Mężczyzna puścił go, a sam stanął przy wyjściu, krzyżując ręce na piersi. Po chwili stanął obok niego drobny chłopak z czerwonymi włosami. Jedną rękę położył na torsie ciemnowłosego a drugą bawił się jego długimi, do pasa, włosami. -Ne, Shoko, czy to nie nowa zabawka Pana? -Hm- uśmiechnął się kpiąco- Owszem. Chyba to ten nowy sprzed kilku dni, nieprawdaż?- Czerwono włosy pokiwał kilka razy głową i uśmiechnął się. -Więc co robimy? -Sam tu przyszedł. -Sam- wtórował gorylowi. -Sam podszedł do nas. -Sam- powtórzył niższy. -Więc chyba wszystko jasne?- Shoko zaśmiał się gardłowo i pochwycił Naruto, unieruchamiając go. -Ale czy Pan nie będzie wściekły?- niższy wyraził swe obawy. -Cóż. Pan się chyba nie dowie, prawda?- Zwrócił się do Naruto i polizał jego ucho, przygryzając boleśnie jego płatek. &lt;br /&gt;Blondyn sapnął. Bał się. Bał się jak cholera. Oddychał szybciej i szukał wyjścia z tej sytuacji. Czerwono włosy go rozbierał, goryl przytrzymywał a on szarpał się, lecz nic to nie dawało. Shoko zaczął lizać go po szyi, stojąc wciąż z tyłu i trzymając wielką łapą, drobne rączki Naruto, a drugą w pasie, przyciskając do siebie. Naruto stał bez bluzki, w rozpiętych spodniach, opuszczonych lekko z bioder. Niższy zajmował się jego sutkami a prawą ręką masował przyrodzenie blondyna. Normalnie byłoby to bardzo przyjemne, lecz teraz sprawiało ból. Powodowało, że nienawidził każdego skrawka skóry i każdej części ciała, którą dotknęli ci dwaj. Myślał gorączkowo nad ucieczką. Oprzytomniał, gdy spodnie zostały ściągnięte wraz z bokserkami, a jego penis znalazł się w ciepłych ustach. Naruto zaczął się szarpać i krzyczeć głośno. Ciemnowłosemu zajęła trochę zmiana postawy i uścisku, aby uciszyć niebieskookiego. Podczas tego, blondynowi udało się uwolnić jedną rękę, którą, przez przypadek, prasnął w głowę czerwonowłosego. Ten wstał powoli ze łzami w oczach. &lt;br /&gt;-Shoko-chan! On mnie uderzył!- rozpłakał się, co blondyna dobiło. "Shoko-chan" walnął Naruto w brzuch. Ten zgiął się na tyle, na ile mógł. Zaczął spazmatycznie łapać powietrze do płuc. Po chwili drzwi otwarły się z hukiem a w nich stanął nie kto inny, jak Pan. Itachi we własnej osobie. Naruto zaczął myśleć, że dołączy się do tej brutalnej zabawy i zaczną go gwałcić jak dzikie zwierzęta. Widział w jego oku jakiś błysk, ale ból przysłaniał mu wzrok. Zamknął mocno oczy, wyczekując na najgorsze. Shoko puścił go niespodziewanie, a blondyn opadł na dno brodzika, wyłożonego stylową kostką, obijając sobie żebra boleśnie. Zgiął się w pół i nareszcie udało mu się oddychać. Słyszał urywane krzyki, błagania i prośby, dźwięk bijatyki i jęki bólu i rozpaczy. Otworzył oczy, wciąż ledwo oddychając i wijąc się na dnie brodzika z bólu. &lt;br /&gt;Itachi zakręcił kurek, ale uprzednio rozprawił się z tamtą dwójką. Nie było ich w kabinie. Pan pochylił się nad nim. Pewnie zostawił go sobie tylko dla siebie. Naruto zamknął oczy i skulił się w sobie bardziej, gdy Pan wyciągnął ku niemu rękę. Po chwili został uniesiony na silnych ramionach. Zaczął drżeć. Co mu zrobi? Nawet nie wiedział kiedy Itachi wszedł z nim do pokoju blondyna. Ciemnowłosy położył go na łóżku. Niebieskooki po chwili przestał drżeć i otworzył oczy. Spojrzał na ścianę. Odetchnął, by uzupełnić braki powietrza w organizmie. Usiadł i odwrócił się, by zobaczyć swojego wybawcę i... ból rozerwał mu prawy policzek. Złapał natychmiast to miejsce i pisnął. W oczach stanęły mu łzy. &lt;br /&gt;-Mówiłem żebyś nie wychodził, prawda?- Itachi mówił spokojnym tonem, co przerażało Naruto. Ten odwrócił się w jego stronę i dostał po łbie.- Odpowiadaj jak do ciebie mówię!- huknął.- To chyba była twoja lekcja numer jeden, czyż nie?- spytał tym samym, złudnie miłym tonem. Naruto nie miał już siły się przeciwstawiać i denerwować bardziej. Zakręciło mu się w głowie i opadł na łóżko. Długowłosy pochylił się nad nim. -Lekcja numer dwa: zawsze mnie słuchaj i nie sprzeciwiaj mi się, bo to może się dla ciebie źle skończyć- mruczał do ucha niebieskookiego. Naruto zamknął oczy. Ból. -Ech. Sprawiasz mi tyle problemów. Nie łatwiej byłoby być grzecznym? Nawet jeszcze cię stosownie nie powitałem- mówił zatroskanym głosem- Yuji, suko, za mną- warknął na zielonookiego. -Hai- przytaknął smutnym, ale zdecydowanym głosem. &lt;br /&gt;Drzwi trzasnęły.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6228173029317230177-1806855173862163132?l=you-stay-on-my-mind.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/feeds/1806855173862163132/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6228173029317230177&amp;postID=1806855173862163132&amp;isPopup=true' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/1806855173862163132'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/1806855173862163132'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/2010/04/14-sasunaru.html' title='~14~ SasuNaru'/><author><name>Tsuki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11402271605646754243</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9Xe21E2VP9E/S6PeGoITlkI/AAAAAAAAAFg/Pg63QUPqCL4/S220/Mikaru15.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6228173029317230177.post-994255250106061390</id><published>2010-04-16T14:25:00.001+02:00</published><updated>2010-04-16T14:25:43.006+02:00</updated><title type='text'>~13~ SasuNaru</title><content type='html'>Mam problemy z wordem. Nie mogę w nim pisać xdAle poradzę sobie. Będę pisać na drugim komputerze na przykład.Świeżutki epizod.Wcześnie dodany, ponieważmarzec się kończy a tu tylko jedna notka.Mam nadzieję, że się spodoba, boFF wkracza na inne, KRÓTKIE  chyba tory.Itadakimasu &lt;br /&gt;~***~&lt;br /&gt;~13~ of można odebrać różne rzeczy, ale nie wolno miłości. &lt;br /&gt;Naruto obudził się z silnym bólem głowy. Mruknął cicho czując jak skronie mu pulsują. Leżał tak chwilę z zamkniętymi oczami oddychając spokojnie i mając nadzieję na pozbycie się bólu. Zdawał się on ustępować po kilku minutach. Odzyskawszy trzeźwość umysłu, Naruto, przypomniał sobie zdarzenia z wczoraj. A może sprzed wczoraj lub sprzed kilku dni? Nie miał pojęcia ile spał. Pamiętał za to zimną szybę, twarz Itachiego i ból. Ból w sercu. Ból w środku jego ciała. Ból głowy. Itachi zapewne przywalił mu czymś, żeby ten stracił przytomność. &lt;br /&gt;Naruto otworzył oczy i podniósł się szybko, co okazało się błędem. Obraz był zamazany, przed oczami zrobiło mu się czarno i wszystko wirowało. Zamknął mocno oczy i położył się z powrotem, starając się uspokoić oddech. Zaczęło mu się robić niedobrze. Nie wiedział czy to przez wspomnienia czy przez jego teraźniejszy stan. Otworzył oczy, przetarł je i odetchnął. Powoli usiadł na końcu łóżka. Kręciło mu się w głowie. Czy ten pieprzony teme zafundował mu wstrząs mózgu? Bardzo możliwe. Blondyn nie chciał dopuścić tej myśli do siebie, ponieważ bał się wszelakich chorób a już na sam widok szpitala robiło mu się słabo i nogi się pod nim uginały. Siedział tak przez jakiś czas. Pięć może dziesięć minut. Kiedy świat przestał wariować w jego oczach, a żołądek względnie się uspokoił- ktoś nacisnął klamkę, która zaskrzypiała pod naporem czyjejś ręki. Drzwi uchyliły się. Do pokoju wszedł chudy chłopaczyna. Miał fioletowe włosy przysłaniające oczy. Widocznie dawno nie były podcinane. Miał na sobie za dużą, o co najmniej dwa numery, koszulkę na ramiączkach i spodnie dżinsowe. Nie wyglądał na makabrycznie zaniedbanego, ale widocznie go tu nie rozpieszczano. Uśmiechnął się do blondyna i usiadł obok niego. Niebieskooki spojrzał mu w oczy. Miały soczysto-zieloną barwę. Zatopił się w nich na chwilę. Świeża trawa. Wakacje. Zero problemów i zmartwień. &lt;br /&gt;-Witaj wśród żywych- zażartował nagle.-Mam na imię Yuji. Powinieneś jeszcze poleżeć. Nie zobaczył żadnej reakcji na swoje słowa. Naruto tylko wbił wzrok w podłogę obok stóp Yujiego. -Hej, stało się coś?- W czasie wypowiadania ostatniego słowa, blondyn spytał: -Gdzie jestem? Zielonooki zdziwił się. -Jak to… to ty nie wiesz? Naruto zszokowało to pytanie. Zielonooki zadał je w taki sposób, że chłopak poczuł się jak skończony kretyn. Zanim Blondyn zdołał otrząść się ze zdziwienia i otrzymać sensowną odpowiedź na swoje pytanie, po domu rozniósł się krzyk. -Yuji, suko, gdzie jesteś?! Fioletowo włosy zamarł. Na jego twarzy, wśród zdziwienia, dało się odnaleźć nutkę strachu. -J-już biegnę!- Odkrzyknął i wyparował trzaskając drzwiami. Naruto siedział wryty. O co w tym wszystkim chodziło? Powoli tracił cierpliwość. Po kilku minutach znów zaczęło go mdlić, a powieki ciążyć, więc się położył. Powrócić do wspaniałego świata snów, gdzie rządził on i tylko on- to jego cel na teraz. Chciał zapomnieć o tym wszystkim. Chciał pozbyć się natrętnych myśli ze swojego sennego umysłu. Miał szczęście, bo udało mu się momentalnie zasnąć. &lt;br /&gt;~***~ &lt;br /&gt;Kiedy się obudził, słońce chyliło się ku zachodowi. Wlepił wzrok w różowe sklepienie. „Bosko. W nocy nie będę spał. Co ja tu do cholery będę rozbił?” Pomyślał. Rozdrażnienie dawało mu się coraz bardziej we znaki. Spowodowane było ono bólem głowy i dolnych partii ciała. Chyba źle spał, bo kark też mu doskwierał. Do tego wszystkiego nie wiedział gdzie jest. Wspomnienia i myśli powróciły. Pomyślał o miłym chłopaku, który do niego przyszedł. Ktoś go odbił kiedy Itachi np. wlókł go do samochodu? Może jest u niego  w domu? Dom. Rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym się znajdował. Było normalne. Nie wyróżniało się zbytecznym przepychem. Było urządzone gustownie w jasnych, pasujących do siebie kolorach. Krótka, wiotka firanka, powiewała spokojnie na ciepłym wietrze wieczoru, co dodawało tylko uroku pomieszczeniu. Standardowa szafa i łóżko. Dywanik zakrywający panele w kolorze wiśni, pasujące do mebli. Naprzeciwko, w nogach łóżka, znajdowało się szerokie przejście bez drzwi. Naruto zastanawiał się, co tam może być i postanowił to zbadać. Wstał chwiejnym krokiem. Ból głowy i dolnej części ciała ustępował, lecz gdy się podniósł- powrócił. Zamknął oczy, gdyż i tak miał przed nimi czarno od mroczków. Syknął, przygryzł wargę i poczekał aż minie. Poszedł powoli w zamierzonym kierunku. Pomieszczenie obok to mały salonik. Biblioteczka po prawo, po środku dwa fotele i niski stolik do kawy. Jakieś roślinki. Naruto wszedł przez jedyne wejście do tego pokoju. Wrócił do sypialni i zaczął buszować po niej. Półki i szafki były puste. Jakby nikt tu nie mieszkał. Zdawało się, że tylko biblioteczka w drugim pokoju jest zapełniona. Tylko ona i rozgrzebane łóżko świadczą o jakimkolwiek istnieniu. Drzwi otworzyły się i do pokoju znów zawitał rozpromieniony Yuji. Tym razem ze szklanką wody. &lt;br /&gt;-O, już nie śpisz?- Naruto przytaknął.- Przyniosłem ci trochę wody. -Dzięki- blondyn dopiero teraz poczuł suchość w gardle. Jego głos był zachrypnięty. Odchrząknął i napił się. Balsam. Miał zamiar wznowić pytanie o aktualne miejsce swojego pobytu, ale zielonooki go ubiegł i odezwał się pierwszy. -Wiesz, nasz pan chce cię zobaczyć. Naruto słysząc te słowa zakrztusił się wodą. Zaraz... pan? NASZ? Gdzie on trafił do cholery?! O co w tym wszystkim chodzi? Po kaszlu mógł wreszcie dojść do głosu. -Że coo?!- Spytał z niedowierzaniem, trawiąc jeszcze słowa Yujiego. Ten westchnął tylko i uśmiechnął się lekko. Wstał i ruszył ku drzwiom. -Chodź- rzucił odwracając się do blondyna i chwytając za klamkę. &lt;br /&gt;Naruto szedł przez długie korytarze. Mijał drzwi co jakiś czas. Doszedł do wniosku, że za każdymi drzwiami musiał się kryć, jeżeli nie jeden wielki pokój, to co najmniej dwa. Może nawet takie jak jego. Korytarze urządzone były w japońskim stylu. Szedł w milczeniu za fioletowo włosym, rozglądając się i starając zapamiętać drogę. Zeszli po schodach, skręcili i znaleźli się przed dużymi drzwiami. Blondyn spiął się. W czasie marszu na Yujim pochłonął go widok pejzaży i architektura budynku. Dopiero teraz otrzeźwiał i ogarnął go strach na nowo. Co będzie za tymi drzwiami? Co go spotka? Jest tylko jedno wyjście aby się dowiedzieć- wejść tam. Podniósł rękę i położył ją na lewo od rozsuwanych, japońskich drzwi. Spojrzał niepewnie na zielonookiego, który zachęcił go kiwnięciem głowy. Naruto spojrzał znowu na swoją dłoń. Odetchnął aby się uspokoić nieco i pociągnął w prawo. To co ujrzał zszokowało go. Nogi miał jak z waty. Usta same się otworzyły a oczy zaokrągliły w zdziwieniu. &lt;br /&gt;W pomieszczeniu było kilku chłopców. Byli oni różnego wzrostu, różnili się wyglądem. Tylko jeden był Japończykiem- Yuji. Ale Naruczana nie zszokował sam widok chłopców, lecz to, co robili. Trzej stali przed fotelem odwróconym Tyłem do wejścia i zabawiali się. Nie wyglądali na zadowolonych. Jeden stał z rękami za sobą. Najprawdopodobniej były one skrępowane. Drugi zajmował się jego sutkami i składał pocałunki na jego ciele. Trzeci zajmował się skarbem skrępowanego. Blondyn zauważył, ze jeden siedzi nienaturalnie wysoko na fotelu i wygląda jakby wisiał na czyjejś szyi. Nie patrzył na trójkę przed fotelem. Obserwował fotel lub raczej kogoś w fotelu i całował go co chwila. Jeszcze jeden leżał wycieńczony na podłodze, po prawo. Miał on spuchniętą twarz, rany i sińce na całym ciele. Jego uda upaprane były we krwi i czymś białym. Ta sama jasna substancja znajdowała się na jego twarzy i włosach. Ręce i nogi miał skrępowane grubym sznurem. &lt;br /&gt;Wszyscy byli nadzy, mniej lub bardziej poobijani. Jak jeden mąż spojrzeli na Naruto, kiedy ten otworzył drzwi. Wszyscy z wyjątkiem tego wycieńczonego i opuchniętego. Prawa ręka z sygnetem wychyliła się zza fotela, nakazując podejść bliżej przybyszom. Zaraz potem dłoń wykonała inny gest, a trzej chłopcy zeszli na lewo, sadowiąc się na podłodze. Naruto stanął kilka kroków za oparciem. Nie był pewien co ma zrobić: podejść z boku czy stać tam gdzie stoi? Kolejny gest ręki nakazał mu okrążyć fotel i podejść od boku. Spiął się ze zdenerwowania, ponieważ nienawidził być tak traktowany. Opanował się jednak i zrobił kilka kroków. Tak jak przypuszczał. Osobą w fotelu był Itachi, ubrany w czarny podkoszulek, opinający jego wyrzeźbioną klatę i ukazujący, odsłonięte, wyrzeźbione ramiona. &lt;br /&gt;-Trochę się ciebie naszukałem, mały- rzekł uśmiechając się lekko i niebezpiecznie. Naruto milczał. Bo co miał powiedzieć? 'A ja wolałbym cię nigdy nie spotkać, zawszony szczurze?' Nie wiadomo co by mu zrobił. Widział, że wszyscy się go tu bali. Nawet Yuji. Mimo, że wyraźnie był jego pupilkiem, ponieważ miał konkretne ubranie. Nawet chłopak pieszczący teraz włosy Itachiego i siedzący na nim, miał na dobie tylko bokserki. To więcej niż pozostali nadzy, ale mniej od zielonookiego. Jego oprawca wstał, zrzucając z siebie chłopaczka, który ledwo utrzymał pion. Czmychnął do trójki po lewo. Itachi złapał twarz niebieskookiego w dłonie. &lt;br /&gt;-Taki śliczny… szkoda, żeby marnował się u tamtego nic niewartego miernoty- uśmiechnął się perfidnie. -Nie mów tak o nim- wycedził blondyn. Jego głos nie brzmiał tak pewnie jakby chciał. Czarne oczy spojrzały na niego z obrzydzeniem i kpiną. Naruto otrzymał policzek. -Pilnuj się. Jesteś teraz na moich warunkach. Lekcja numer jeden: nie odzywaj się nieproszony. Tym bardziej nie zaprzeczaj moim słowom. Zapomnij o swoim rycerzyku. Tym razem cię nie uratuje. Nie ma pojęcia, że jesteśmy w Kornwalii. Nie ma szans, żeby tu dotarł. Nie dawał znaku przez dwa dni. Moi ludzie dobrze zatuszowali wszelkie poszlaki. ZAPOMNIJ- wycedził. Naruto kipiał ze złości. Złapał, swoją zimną od stresu dłonią piekące miejsce. -Yuji- rzucił lodowato. -T-tak panie?- Podszedł kilka kroków ku brunetowi. -Zaprowadź naszego kochaneczka do jego pokoju- zażądał całkiem przymilnym tonem. Po chwili dodał jeszcze chłodno- niech nie wychodzi i nie dostaje nic do jedzenia przez tą noc i cały następny dzień- usiadł i wystawił znów rękę, tak aby zielonooki mógł ją zobaczyć. Machnął nią na znak, że mogą już odejść. Naruto spojrzał krytycznie na Itachiego a później na Yujiego. Już miał wybuchnąć. -No już!- Krzyknął szorstko tak, że wszyscy prawie podskoczyli. Fioletowo włosy złapał za rękę oniemiałego ze wzburzenia blondyna i pobiegł z nim ku wyjściu, zamykając bezszelestnie drzwi za nimi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6228173029317230177-994255250106061390?l=you-stay-on-my-mind.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/feeds/994255250106061390/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6228173029317230177&amp;postID=994255250106061390&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/994255250106061390'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/994255250106061390'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/2010/04/13-sasunaru.html' title='~13~ SasuNaru'/><author><name>Tsuki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11402271605646754243</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9Xe21E2VP9E/S6PeGoITlkI/AAAAAAAAAFg/Pg63QUPqCL4/S220/Mikaru15.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6228173029317230177.post-2845575918977795616</id><published>2010-04-16T14:24:00.003+02:00</published><updated>2010-04-16T14:24:53.927+02:00</updated><title type='text'>~12~ SasuNaru</title><content type='html'>Przepraszam, że tak długo.Nie miałam natchnienia, ani czasu czy humoru.Tak jakoś.Trochę dziś krótko ale za to ciut się wydarzy.Mam nadzieję, że nie macie mi tego wszystkiego za złe ^"^Ważne, że dodałam....Moja mama poszła na wywiadówkę,przestraszyłam się, że będę miała szlaban i nic nie dodam aninie napiszę. Zobaczymy kiedy zaraz wróci.Ja ucieknę do łazienki wziąć prysznic xdŻałosne........Mykam.Enjoy x3 &lt;br /&gt;~***~   &lt;br /&gt;~12~ of można odebrać różne rzeczy, ale nie wolno miłości.&lt;br /&gt;Naruto usiadł na wygodnej kanapie, która stała pod ścianą w kolorze czerwonej gliny. Biuro Sasuke było umeblowane i zrobione bardzo gustownie. Tu i tam stały drzewka bonsai, nad blondynem wisiał obraz sakury utrzymany we właściwej tonacji plus dyskretne oświetlenie. Byłoby niesamowicie przytulnie, gdyby nie pewna surowość, która nadawała niepokój pomieszczeniu. Kruczowłosy zdawał się nie zauważać tego. Siedział za swoim wielkim biurkiem, za swoim wielkim monitorem komputera, w swoim wielkim, skórzanym fotelu. Naruto nachylił się na kanapie w stronę bruneta.&lt;br /&gt;-Otaczasz się wielkimi rzeczami. Czyżby jakiś kompleksik?- Gdy tylko Sasuke spojrzał ze zniewagą na blondyna, ten wytknął mu język i na nowo rozwalił się na kanapie od kompletu z fotelem, krzesłem obitym skórą, biurkiem i stolikiem. Błądził wzrokiem od pięknego widoku metropolii za oknem do Sasuke. Wyglądał na zajętego. „Trudno” pomyślał Naruto.&lt;br /&gt;-Nudzi mi się!- Krzyknął przedłużając samogłoski. Z każdą potrójną czy poczwórną literką brunetowi rosła żyłka na skroni. Gdy blondyn po raz wtóry westchnął głośno i długo, Uchiha nie wytrzymał. Wstając energicznie z miejsca, walnął ręką w biedne biurko, a niebieskooki aż podskoczył.-Teme! Nie strasz mnie tak, bo się zacznę jąkać!- Zagroził.-To się przymknij-fuknął z nieukrywanym rozdrażnieniem, powracając do klawiatury komputera i swojego siedziska.-Ale, kiedy mnie się nudzi…-miauknął blondyn siadając i garbiąc się. Zrobił smutną minkę i westchnął. Siedział tak chwilę w tej pozycji, a Sasuke pogrążył się bez reszty w cyferki. Wstał nagle z palcem uniesionym ku górze jak człowiek natchniony. Krzyknąwszy, że ma świetny pomysł-wyszedł. Sasuke warknął i poszedł za blondynem. Kiedy już miał wejść do pomieszczenia, z automatami, pełnego ludzi, brunet chwycił go za kołnierz i szarpnął mocno do tyłu. &lt;br /&gt;Tym samym przednia część koszuli boleśnie wpiła się w gardło tak, że blondyn wydał z siebie dziwny dźwięk. Brunet ciągnął tak Naruto aż do swojego biura, do którego wrzucił uciekiniera i, trzasnąwszy drzwiami, sam wszedł. Niebieskooki luzował krawat i poprawiał koszulę, żałośnie próbując złapać oddech. Brunet rzucił go na kanapę, na której wcześniej wił się Naruto. Przytrzymał boleśnie jego nadgarstki nad głową i usiadł mu na biodrach. &lt;br /&gt;-Przecież zabroniłem ci wychodzić, bałwanie.-No tak, ale…-Jak mówię do ciebie, to mnie słuchaj!- Krzyknął Sasuke. Naruto najpierw się przestraszył, ale strach szybko przekształcił się w gniew. -Miałeś nie wychodzić!- Ciągnął.-I co teraz?Naruto był wściekły. Jego głębokie, niebieskie tęczówki lśniły mocniej. &lt;br /&gt;Sasuke bez ostrzeżenia wpił się w usta blondyna. Zachęcał go do wspólnej zabawy. Naruto dopiero po kilku chwilach zaczął oddawać pocałunek, gdy ten stał się bardzo przyjemny. Sasuke zjechał na szyję, jednocześnie swoimi długimi palcami odpinając koszulę blondyna. Całował go delikatnie po torsie, po czym z powrotem przeniósł się na usta. Zaczął masować klatkę Naruto zahaczając o sutki i drażniąc je. Blondyn powstrzymywał się, żeby nie jęknąć. Sasuke agresywnie rozpiął spodnie blondyna, oderwał się od niego i przewrócił chłopaka na brzuch. Chłodna ręka wkradła się tam ciągnąc biodra Naruto w stronę Uchihy. Brunet składał pocałunki na odsłoniętych pośladkach. Drugą ręką masował jądra blondyna. Potem przeszedł na penisa dając większą rozkosz. &lt;br /&gt;Przez cały ten czas starał się nie wzdychać i nie jęczeć. Wiedział, że tylko o to chodzi brunetowi. Tylko o błaganie Naruto, o jego upokorzenie. Chciał się usatysfakcjonować, chciał mu dać tym nauczkę. Gdy Uzumaki już prawie dochodził, przez przypadek jęknął. Ręce dające tyle rozkoszy i zwinny język znikły. Naruto czuł jak brunet uśmiecha się za jego plecami. Usłyszał też pomruk tego uśmiechu. Pięści zacisnęły się mocniej. Jego przyrodzenie pulsowało a ciało domagało się więcej. Nie mógł sam dokończyć, bo byłoby to bardziej upokarzające od błagania. Odetchnął parę razy, uspokoił się. Nagle ciepłe ciało przylgnęło do niego, a mokry palec, okrążający wejście, na nowo przyspieszył tętno blondyna. Przeklął soczyście Sasuke w myślach i zacisnął mocniej zęby, nie dając drogi ucieczki swojemu podnieceniu. Postanowił nie dochodzić tak długo jak to możliwe. Zaczął wić się pod ciężkim ciałem bruneta, które powoli przygważdżało go do kanapy. Zebrał siły, podniósł głowę i postarał się wyczołgać spod niego. Sasuke niestety to zauważył i przycisnął ręką twarz blondynka do siedzenia kanapy. Nie puszczał tak długo, aż Naruto zaczął wymachiwać rękami. Nabrał spazmatycznie powietrza w płuca. Brunet zaczął lizać wejście.&lt;br /&gt;Naruto starał się z całych sił, już nie o to, aby brunet nie miał satysfakcji, ale o to, by to wszystko dające tyle ekstazy, nie znikło. Póki co udawało mu się, Sasuke prowadził go ku wrotom nieba. Gdy już wchodził na ostatni stopień, a brama otwierała się oślepiając blondyna światłem, serce waliło jakby chciało się wyrwać z piersi, źrenice nienaturalnie rozszerzyły się w rozkoszy, a usta co rusz otwierały się w piosnce orgazmu-wszystko znikło. Zostało przyspieszone tętno. Zostało podniecenie. Nic poza tym. &lt;br /&gt;Powoli cofał się w chłodną, zimną ciemność. Światło również znikło. Otworzył zamknięte dotąd oczy. Nawet nie zauważył kiedy Sasuke zniknął z pokoju. Naruto musiał wyglądać jak idiota. Lekko wypięty, zdyszany idiota. Odetchnął głęboko. Szybko zapiął spodnie. Wstał. Kolana mu drżały. „Głupi… dałeś się tak łatwo podpuścić temu draniowi! Czemu od razu go nie odepchnąłem? Wiedziałem jak to się skończy.” Myślał. A może nie wiedział? Podszedł do dużego okna i rozejrzał się wokół. Tak jak myślał, Uchihy nie było w biurze. Odetchnął z ulgą. Oparł czoło o chłodną szybę i wpatrywał się w ludzi błądzących po Sapporo. Uspokajał się powoli, erekcja zaczynała słabnąć. Przymknął oczy. Czuł się jak zabawka. Jak szmaciana lalka, z którą można wszystko zrobić, a potem porzucić i zapomnieć. Czuł się nieswojo. Czemu Sasuke taki był? Czemu to zrobił? No tak… nauczka. Ale kto by myślał o zakazach tak błahych, wpadając na świetny pomysł? &lt;br /&gt;Z rozmyślań wyrwał go gorący język błądzący po jego karku i silne dłonie, które odpinały pasek. Spodnie zjechały z bioder Naruto. Pomyślał, że brunet przesadził, że nie pozwoli się tak traktować. Już miał odwrócić głowę, kiedy jego policzek został silnie przyciśnięty do okna. Niebieskooki jęknął czując zimne uderzenie. Ręka bruneta kazała mu się wypiąć. Mimowolnie erekcja powróciła. Naruto przeklął za to Sasuke w myślach. Poczuł jak prącie mężczyzny krąży wokół jego wejścia. Nie mógł już znieść tego podniecenia. Chciał więcej. Teraz.&lt;br /&gt;-Wygrałeś…- szepnął. Zero reakcji.-Sasuke, mówię, że wygra-mężczyzna wszedł w niego jednym, mocnym pchnięciem- AAA!Przeraźliwy krzyk rozniósł się po pomieszczeniu. Nie myślał teraz o innych ludziach, o tym, że ktoś ich zobaczy. Czuł ciepłe stróżki spływające po jego udach. Zapewne krew. Postarał się rozluźnić mięśnie. Zacisnął zęby z bólu. Członek zaczął się w nim poruszać. Po chwili szybciej. Blondyn krzyczał. Po minucie zaczęło mu to sprawiać przyjemność. Głos mu zachrypł. Jęczał raz po raz. Przy mocniejszych pchnięciach po prostu krzyczał. Penis Uchihy uderzył w czuły punkt. Naruto doszedł momentalnie. Mężczyzna poruszył się w nim jeszcze kilka razy i rozlał w jego wnętrzu. Silne ciało oparło się o blondyna. Naruto odwrócił się by pocałować go.Zamarł. Nie pieprzył się z Sasuke. To nie był on… To był jego brat. &lt;br /&gt;Itachi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6228173029317230177-2845575918977795616?l=you-stay-on-my-mind.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/feeds/2845575918977795616/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6228173029317230177&amp;postID=2845575918977795616&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/2845575918977795616'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/2845575918977795616'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/2010/04/12-sasunaru.html' title='~12~ SasuNaru'/><author><name>Tsuki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11402271605646754243</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9Xe21E2VP9E/S6PeGoITlkI/AAAAAAAAAFg/Pg63QUPqCL4/S220/Mikaru15.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6228173029317230177.post-4423353414586906906</id><published>2010-04-16T14:24:00.001+02:00</published><updated>2010-04-16T14:24:14.975+02:00</updated><title type='text'>~11~ SasuNaru</title><content type='html'>~11~ of można odebrać różne rzeczy, ale nie wolno miłości.&lt;br /&gt;-Jesteś dziwnym facetem.-Stwierdził Uzumaki. Jak inaczej można myśleć o mężczyźnie, który najpierw zabiera Naruto do manicure’rzystki, na zakupy i wreszcie do kawiarni? Może uwzględniając fakt, że Sasuke jest gejem, patrzy się na to inaczej. Naruto został wzbogacony o kilka par spodni, T-shirtów, bielizny [tu niestety brunet wybierał] i garnitur. Był on atłasowy i baardzo drogi. Naruto zdążył już połapać się w ogólnych cenach ubrań w Japonii w jenach. -Po co mi garnitur?-Spytał blondyn znad swojego ramen.-Żebyś ładnie wyglądał. Logiczne.-A ja nie chcę ładnie wyglądać-marudził Naruto.-I jak na razie dobrze ci to wychodzi.-Dziab.Sasuke spojrzał na niego jak na debila. Uzumaki powtarzał to dziś za każdym razem, kiedy brunet go ‘dziobał’. Tak to przynajmniej określił Naruto. &lt;br /&gt;W samochodzie zapowiedział dzień dziobania. Będzie tym męczył biednego ciemnookiego, ponieważ zmusił go gwałtem na manicure. Potem okazało się, że obok robią świetny pedicure. &lt;br /&gt;Kiedy Naruto skończył swój ramen oświadczył:-Nie będę się z tobą pieprzył do czasu, aż paznokcie mi poodrastają i zrobią się okropne.-W tedy pójdziemy razem do łóżka-podkreślił ostatnie dwa słowa-a po wszystkim znów będzie ładny manicure i pedicure.-To w ogóle NIE BĘDĘ Z TOBĄ CHODZIŁ DO ŁÓŻKA.-Przedrzeźnił bruneta.-Kocha to poczeka.-W tym związku to ja jestem seme a ty jesteś uke, więc nie będę czekać. Nikt się ciebie o zdanie nie pyta.-Oświadczył Sasuke. Naruto założył ręce na piersi i spojrzał uważniej na bruneta. Uśmiechnął się.-Na prawdę? Zastanów się chwilę.&lt;br /&gt;Owa chwila myślenia Sasuke. Cholera. Naruto ma rację, choć nie do końca. Dzięki swojemu charakterowi Sasuke jest górą na początku. To on rozbiera a nie jest rozbierany. To on całuje a nie jest całowany. Ale potem… potem jest mu potrzebny Naruto. Spaczona psychika przez starszego brata. Zaraz. Chwila! Wcale nie. Wyciągnął się na swoim krześle i uśmiechnął pewnie.-To ty się zastanów. Obaj jesteśmy mężczyznami. To ty jesteś uke a ja zawsze będę seme.&lt;br /&gt;„Chwila” wytężonego myślenia Naruto. Sasuke zdążył się znudzić i dokończyć swoją porcję. I poprosić o rachunek. Blondyn kazał kelnerce podać dwie miski ramen. Za nic miał sprzeciwy ciemnookiego. Tymczasem Naruto doszedł do smutnego wniosku, że mimo życia na ulicy i trenowania swej sylwetki na dzieciakach z kasą, Sasuke i tak jest silniejszy. Nie wyrwałby się mu, nie zadałby bolesnego ciosu, po którym zgiąłby się wpół. Naruto spochmurniał. Brunet wyjął papierosa i włożył go do ust. Położył okrągłą sumkę obok rachunku i spojrzał na blondyna.&lt;br /&gt;-Już możemy iść?-Spytał ze zniecierpliwieniem. Niebieskooki kiwnął głową, wstał i poszedł za Sasuke. Ten zaś zapalił papierosa.-Hej.! Mówiłeś, że rzucasz!-Zaraz rzucę tobą…-Szepnął brunet.-To już drugi.-A co, nie podoba ci się ten zapach?-Spytał i spojrzał się na niego kątem oka. &lt;br /&gt;Naruto przytłumiło to pytanie. Oczywiście, że mu się podoba. Uwielbia go. Bez zapachu kawy i papierosów Sasuke już nie byłby tym samym Sasuke. Ta woń była afrodyzjakiem. Była pierwszą rzeczą, jaką czuł. Później były zimne dłonie, zmysłowo przesuwające się po jego rozgrzanym ciele i gorące, czerwone usta, które mogą wiele zdziałać. Widocznie brunet zauważył, jak Uzumaki reaguje na ten zapach, skoro przestał żuć gumę i kupił nowe paczuszki z magiczną mieszanką.&lt;br /&gt;-Może być-dpowiedział od niechcenia. Szedł za Sasuke ze swoimi torbami. Księciunio zgodził się nieść trzy najlżejsze. W jednej była seksowna bielizna, w drugiej para T-shirt’ów, a w trzeciej żel do włosów i jakiś krem bruneta. -Pytałeś się: po co ci ten garnitur, prawda?-Odezwał się nagle Sasuke.-No tak… żebym ładnie wyglądał, teme.-Burknął Naruto zza bruneta.-Nie idioto.Właśnie weszli na ruchome schody, prowadzące na dół z części kawiarnianej do wyjścia na parking. Księciunio oczywiście nie mógł pozwolić, aby jego nowe autko stało na zwykłym parkingu dla zwykłych samochodów i ludzi. Zaparkował, więc tuż przed wejściem, na strzeżonym parkingu. Niezwykłym. Zatrzymali się przed wozem, aby kontynuować rozmowę przy pakowaniu toreb do niego.-Kupiłem ci go po to, abyś miał w czym chodzić do pracy.-Ale ja nie umiem języka.!-Wybuchnął blondyn. Co prawda Sasuke wspominał w Nowym Jorku coś o uczeniu się języka.&lt;br /&gt;Sasuke westchnął cierpiętniczo i z impetem zamknął bagażnik. Oparł się obiema dłońmi o samochód i spuścił głowę. -Będziesz pracował ze mną. Żeby nie było podejrzeń, powiem, że jesteś z wydziału z Ameryki. Musiałeś tu przyjechać, żeby rozwiązać pewien problem, który dla dobra firmy musi pozostać tajemnicą.-Podniósł głowę i uśmiechnął się wrednie-oczywiście wiesz, że nie ma żadnego problemu, prawda?-Spytał ironicznie.-Niee, no co ty?-Naruto przewrócił oczami wsuwając ręce do kieszeni. Sasuke wyprostował się i odwrócił w stronę blondyna.-Więc oświadczam, że nie ma żadnego problemu.-Naruto na chwilę zrobił zszokowaną minę i parsknął. Sasuke ciągnął po tym pokazie kabuki-będziesz miał własne biurko. Będziesz siedział w biurze i rzadko wychodził. A po godzinach, gdy wszyscy wyjdą, będziemy robić to przy oknie, na biurku i gdziekolwiek jeszcze. Będziemy spuszczać się do butli z wodą dla pracowników.-Odwrócił się i poszedł otworzyć drzwiczki. Zaśmiał się grubiańsko. Naruto skrzywił się.-Czasem się ciebie boję…-powiedział.-Po co mam pracować z tobą?-Spytał patrząc na bruneta za drugiej strony samochodu.-Żeby ten śmieć nie miał okazji cię dorwać.-Warknął i szarpnął za klamkę.&lt;br /&gt;W aucie Sasuke włączył radio, z którego głośników poleciały rockowe bądź też metalowe nuty. Naruto przeżył chwilowy szok i oszołomienie, niczym schwytana w pułapkę zwierzyna, która niczego nieświadoma, hasa sobie tu i ówdzie w spokoju. A tu nagle taki ryk. Gdy Sasuke zapiął pasy, a on otrzeźwiał, przełączył na hip-hop. Na szczęście był on amerykański. Nie zniósłby zabawnego, japońskiego bełkotu. Słyszał jak mówi się tu na rower: jidenshia [dzidensija]. Kiwał głową w takt i zaczął paplać razem z raperem. Nagle znów ryknęła ulubiona muzyka Sasuke. Naruto otworzył oczy.-Hej! Teemee! Zostaw to radio! Nie będę słuchał jakichś punk-śmieci.-Sięgnął do przycisku, aby przełączyć, lecz blada, wyrzeźbiona dłoń chwyciła jego nadgarstek mocno. Nim spojrzał na Księcia, został przyciśnięty do drzwiczek w samochodzie i zaciemnionej szyby.-Co jest?!-Krzyknął w proteście. Odpowiedzią było przyciśnięcie jego dłoni do siedzenia i ciut bolesne oparcie się na niej przez Sasuke. Brunet patrzył w błękit oczu Naruto, a wolną dłonią przesunął po klatce piersiowej na dół. Wsunął rękę pod koszulkę i położył ją na sercu blondyna. Ten zaś mruknął, ponieważ Sasuke jak zwykle miał zimne dłonie.&lt;br /&gt;-To nie są ‘punk-śmieci’, debilu.-Wyszeptał w usta Naruto.-To jest melodic metal. Czasem warto uczyć się… czegokolwiek.-Wpił się w usta blondyna, nie dając mu szansy na ripostę. Palcami zaczął drażnić sutek. Niebieskooki zaczął się kręcić. Próbował uwolnić rękę, która zaczęła już mu drętwieć. W plecy coś mu się wbijało. Poza tym było miło. Kiedy ból królował nad miłością, a blondyn kręcił się niemiłosiernie, Sasuke wreszcie się odczepił.-Co.?!-Krzyknął. Blondyn popatrzył na niego krytycznie.-Nie jestem twoją zabawką! Nie możesz mnie całować kiedy chcesz, drętwieć ręki ani wbijać samochodu w plecy!-Wybuchnął. Ciemnooki podniósł brew do góry.-Dobrze.-Przerwał mu.-A poza tym, co… co?- Książę tak łatwo uległ pokusom cielesnym? Ten nimfoman? Niemożliwe.-Powiedziałem: dobrze. Głuchy jesteś?-Warknął oschle i wrócił na swoje miejsce. Naruto odetchnął, wyprostował się i zaczął masować sobie nadgarstek. &lt;br /&gt;Naiwny. Nie wiedział, że Sasuke tylko na to czekał. Gdy spostrzegł kątem oka, że chłopak stracił czujność i skupił się na mrowiącej dłoni, wykorzystał okazję. Hulnął na Naruczana, rozkładając oba siedzenia jednym pociągnięciem za wajchę. Brunet tym samym znowu zaskoczył blondyna. Znowu złapał w swoją sieć.&lt;br /&gt;-Nie uważasz, że pora na odpłacenie się za zakupy?-Spytał wisząc nad Naruto. Ten tylko parsknął.-Wiedziałem, że tak łatwo nie odpuścisz. Chroniony parking, za który sporo zapłaciłeś. Więcej niż trzeba. Nikt ci nie przerwie i nie zwróci uwagi. Ideal…-Sasuke wykorzystał otwarte usta Naruto. To prawda co mówił, więc nie musiał słuchać go dłużej. Wolał się skupić na jego gorącym ciele. &lt;br /&gt;Chciał czuć jak poddaje się pod jego naciskiem, a potem stara się przejąć kontrolę. Chce czuć na skórze ciepły dotyk i zwinny język, wierzgający po jego członku. Chce widzieć jego naćpane słodyczą miłości spojrzenie, wygięte w fali euforii usta i nabrzmiałego członka pod wpływem tsunami podniecenia. Chce poczuć go w sobie jeszcze raz. I nie ostatni, lecz dopiero jeden pierwszych. A gdy pulsująca miłość sięgnie wyżyn, chce poczuć morze lawy w swoim wnętrzu. Chce czuć jak wypływa z niego to gorąco. Potem razem ukoronują to kaskadą oddechów, czułych pocałunków, słodkich szeptów i wymownej, miłej ciszy. &lt;br /&gt;Po tym Naruto jak zwykle zasnął.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6228173029317230177-4423353414586906906?l=you-stay-on-my-mind.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/feeds/4423353414586906906/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6228173029317230177&amp;postID=4423353414586906906&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/4423353414586906906'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/4423353414586906906'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/2010/04/11-sasunaru.html' title='~11~ SasuNaru'/><author><name>Tsuki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11402271605646754243</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9Xe21E2VP9E/S6PeGoITlkI/AAAAAAAAAFg/Pg63QUPqCL4/S220/Mikaru15.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6228173029317230177.post-6752015518340887721</id><published>2010-04-16T14:22:00.003+02:00</published><updated>2010-04-16T14:22:45.572+02:00</updated><title type='text'>~10~ SasuNaru</title><content type='html'>Szybko dodałam ten epizod&lt;br /&gt;i szybko go napisałam.&lt;br /&gt;Jedna godzinka, może półtorej. &lt;br /&gt;Trochę melancholijne i poetyckie.&lt;br /&gt;Norma po komputerowej suszy.&lt;br /&gt;Itadakimasu ^__^ ~10~ of można odebrać różne rzeczy, ale nie wolno miłości.&lt;br /&gt;Czy widział ktoś anioła.? Ktoś o zdrowych zmysłach.? Poza zwariowanymi zakonnicami [jak na tym obrazie] i ludźmi, którzy wdychali jakieś dzikie opary-raczej nikt. Ale czy na pewno? Niektórzy twierdzą, ze aniołami są ludzie niepełnosprawni, inni, że są nimi dzieci. A Sasuke twierdzi, że aniołem jest Naruto. &lt;br /&gt;-Sasuke... dlaczego po pierwszym spotkaniu zabrałeś mnie do Japonii?-Naruto obudził się. Obok niego leżał i przyglądał się mu Sasuke.Blondyn o głębokich, niebieskich oczach, z popielatymi skrzydełkami z racji swojego stylu życia. Może ta postać nie świeci najmocniej dla innych, ale jest światłem w życiu Sasuke. Światłem, które czasem razi, ale bez którego trudno przeżyć. Okres, w którym światełko to znika na chwilę bardziej Sasuke może nazwać przeżyciem niż życiem. Jest to wegetacja bez sensu. Człowiek jest niby lepszy od roślin, lecz ani jedno ani drugie nie może żyć bez światła. Pole do manewru zostawia nam tu kwestia rodzaju światła: czy to będzie słońce czy czyjeś dłonie, dotyk i po prostu bycie drugiej osoby.&lt;br /&gt;-Dla światła na mojej ciemnej ścieżce życia.-Odparł brunet i położył się na plecach z rękami pod głową. Naruto tylko spojrzał na niego z głupią miną cielaka, który nic nie rozumie i odwrócił głowę w stronę sufitu. Sasuke zastanawiał się teraz nad tym, czy on jest potrzebny Naruczanowi, czy też jest jego światłem, jego nadzieją. Kącik jego warg drgnął w nieświadomym uśmieszku pod wpływem myśli o tym, że nawet nie ma się co zastanawiać. Jasnym było, że Sasuke wyciągnął swojego anioła z bagna. Bo czym jest Ameryka w porównaniu do Japonii.? Dwa różne światy. Czarny i biały. Ludzie i Na’vi. Yin i Yang. Zabawne, że nawet anioły trzeba ratować od żałosnych padołów ciemnych stron bytu. Czasem trzeba pomóc szczęściu; wyciągnąć swojego anioła. Jeżeli każdy człowiek ma swoją uskrzydloną, świetlistą duszyczkę, to czy nie warto trochę się o nią postarać.? Tym bardziej, że konsekwencje mogą być bardzo przyjemne…&lt;br /&gt;Po chwili ciężkich medytacji, blondyn położył głowę na klacie ciemnookiego. Ręką głaskał go po podbrzuszu, gdzie zaczynały się bokserki i zmięta pościel po nocy […]. Sasuke doszedł do wniosku, że jeśli Naruto nie chce przemówić teraz i w końcu zamknął jadaczkę, to ma okazję na zadanie mu pytania, które chodziło brunetowi całą noc po głowie. Albo to ono nie dawało mu zasnąć, albo Naruto.&lt;br /&gt;-Jeżeli ja ci opowiedziałem coś z mojego dzieciństwa, to ty też mi coś o sobie opowiedz.-Zażądał powoli jednym tchem. O dziwo Naruto nie posmutniał, ani jego ręka nie przestawała się poruszać. Odetchnął tylko, jakby też czekał na to, aby móc komuś się wyżalić. Wypuścić z siebie kaskadę czarnych wspomnień i doznań. A może to było złudne.?&lt;br /&gt;-Więc…-Nie zaczyna się zdania od ‘Więc’.-Upomniał Sasuke. Naruto usiadł po turecku i skrzyżował ręce. Pokazał język brunetowi.-Jak chcesz coś usłyszeć to bądź miły. Tobie zależy, nie mnie.-Znów śmiesznie nadął policzki i zmrużył oczy.-No dobra, dobra. Mów…-Westchnął cierpiętniczo Sasuke.-AA WIĘĘCC.!-Podkreślił blondyn, a ciemnooki przewrócił oczami.-Urodziłem się…-Łaał. No nie gadaj.?!-Sasuke wytrzeszczył oczy bardziej w żarcie niż w tyraniu. -Nie to nie.-Naruto z impetem rzucił się na łóżko, przykrywając się kołdrą zamaszyście, tak że przy okazji przewentylował zimnym powietrzem gorące siało Sasuke. -No dobra, gomene. Mów dalej…-Warknął brunet. Niebieskooki ponownie usiadł po turecku.-Urodziłem się-pauza-w normalnej rodzinie. Słodycze, zabawki, kochający, ciepły dom i tak dalej. Kiedy miałem piętnaście lat moi rodzice zginęli. Byliśmy w górach, ja, Sakura, ojciec i matka. Oni poszli do sklepu niedaleko a my zostaliśmy, bo było ciemno i zimno. Więcej ich nie zobaczyliśmy żywych. Nikt nie chciał mi podać przyczyny śmierci. Sakura miała około dwudziestu lat, więc zaopiekowała się mną. Matka Sakury umarła rodząc ją. Ojciec nosił żałobę kilka lat, a potem poznał moją mamę. To tyle z mojego dzieciństwa. W wieku piętnastu lat trochę już można sobie pozwolić. RószOffA latała po burdelach zarabiając na życie. Tak na prawdę nie wiem gdzie chodziła i skąd miała pieniądze. Nie obchodziło mnie to i do dziś nie obchodzi. Wystarczało mi tylko, że dała mi trochę na moje wydatki. Oczywiście ograniczały się ona do używek i laseczek. Sam też czasem coś zarobiłem za drobną fuchę. Jak dobrze poszło to i nawet trzy tygodnie popracowałem. Po wyjściu z roboty szedłem w ciemne uliczki, gdzie dziewczyny robiły to i owo za moją dniówkę. Nie myślałem co będzie jutro. Praktycznie wcale nie myślałem… ty powoli to zmieniasz, zmieniasz moje życie. I są to zmiany na lepsze.-Naruto pocałował Sasuke w brzuch i położył się na nim. &lt;br /&gt;Nastało milczenie.Brunet znów postanowił je przerwać.-Chodziłeś czasem do parku?-Wiesz, że w Nowym Jorku jest coś takiego jak Central park?-Wiesz, że nieładnie jest odpowiadać pytaniem na pytanie?-I kto to mówi?-Ja do ciebie?-… No chodziłem i co z tego?-Widziałeś dzieci bawiące się na placach zabaw?-No widziałem i co z tego?-A pamiętasz, co się działo jak któreś zdarło sobie kolano?-No pamiętam i co z tego?-Więc kie…-Nie zaczyna się zdania od a więc.!-Krzyknął Naruto. Sasuke Zaśmiał się po cichu, tak, żeby blondyn tego nie wychwycił. Ciemnookiego zdradziły mięśnie brzucha, drgające pod tym uczuciem.&lt;br /&gt;-Kiedy któreś zdarło sobie kolano, to rodzice, albo starsze rodzeństwo, przychodzili na pomoc i pocieszenie. Do mnie przychodził mój brat-Itachi. Brał mnie na ręce i szedł ze mną w park. Miał silne i szerokie ramiona. Czułem się w nich jak książę, którego nikt nie może zranić. W parku było dużo drzew i zadbanych krzaków. Mieliśmy tam takie jedno miejsce, gdzie był krąg z krzewami róż. Zawsze wybierał to miejsce na ‘uspokajanie mnie’. Bo czy nie lepsze jest błękitne sklepienie nieba w zielonym, pachnącym ukryciu od ludzi, na miękkiej trawie od ławki.? Itachi kładł mnie na trawie i patrzył w moje oczy. Kiedy nie przestawałem płakać, całował mnie długo i głęboko. Uspokajało mnie to. Czułem jego silne, duże ciało napierające na mnie, jego zwinny język w środku mnie. Zapominałem o bólu i krwi. Siedzieliśmy tam rozmawiając i śmiejąc się, a potem szliśmy na lody albo do domu, trzymając się za ręce.Znowu milczenie. Naruto wizualizował tą scenę. Uczucia mieszały się w nim. Jego Sasuś z tym krwiopijcom.? [Ode mnie: część, w której Itachi zlizywał ‘rubinowe kropelki’ z warg Naruto] &lt;br /&gt;-To było dziwne i nienormalne jak całe moje dzieciństwo. Wypaczenie charakteru, że wolę chłopców.-Uśmiechnął się drwiąco i parsknął.-Wiesz, dlaczego ty.?Naruto podniósł głowę i spojrzał uważnie w ciemną, spokojną otchłań oczu Sasuke.-Bo wydałeś mi się zupełnie inny od tego debila. Chciałem uciec od wspomnień, zapełnić kimś życie. Lub czymś… na początku była to praca, ale zaczęło mnie to męczyć no i brak satysfakcji… a ty.? Po pierwsze Itachi ma czarne włosy-ty masz blond, on jest wyższy-ty niższy i tak dalej.-On ma większego…-Mruknął Naruto z niezadowoleniem. W oczach Sasuke błysnęła nuta rozbawienia. Blondynowi dało to do myślenia. Znów cisza.&lt;br /&gt;-Wiesz, że pracowałem w pizzerii.? W jednej z najlepszych. A wiesz za co mnie wywalili? Za paznokcie.! Żałosne…Sasuke kazał sobie podać dłoń Naruto. -Wstawaj.-Nakazał brunet. Blondyn zrobił okrągłe oczy.-Po co.? Mnie tu dobrze, nie chce mi się.-Stwierdził i na potwierdzenie swoich słów, wtulił się w podusię.^-Idziemy na manicure.Blondyn zastygł. Wybuchnął śmiechem. -Księżniczka Uchiha zachciała zrobić dobie pazurki? Kocica.! Haha!-Wyśmiewał. Brunet szybkim ruchem odrzucił kołdrę na bok i przerzucił blondyna przez ramię.-Hej.! Co jest?! Postaw mnie aho!-Darł się Naruto.-Nie mnie a tobie będziemy robić manicure. Choć może ja też się skuszę?- Pogwizdując poszedł spokojnie ubierać blondyna.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6228173029317230177-6752015518340887721?l=you-stay-on-my-mind.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/feeds/6752015518340887721/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6228173029317230177&amp;postID=6752015518340887721&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/6752015518340887721'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/6752015518340887721'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/2010/04/10-sasunaru.html' title='~10~ SasuNaru'/><author><name>Tsuki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11402271605646754243</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9Xe21E2VP9E/S6PeGoITlkI/AAAAAAAAAFg/Pg63QUPqCL4/S220/Mikaru15.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6228173029317230177.post-4994244085091501971</id><published>2010-04-16T14:22:00.001+02:00</published><updated>2010-04-16T14:22:13.276+02:00</updated><title type='text'>~9~ SasuNaru</title><content type='html'>Nie mam teraz czasu, ale dodaje swiezutkiepizodzik. Zycze smacznego.  &lt;br /&gt;~9~ of można odebrać różne rzeczy, ale nie wolno miłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po tym jak wymeldowali się, brunet postanowił zaszaleć. Wynajął odrzutowiec. Nie wiadomo skąd (a przynajmniej Naruto nie wiedział), wziął się na dachu hotelu. Czy tragedią nie jest to, że najpierw trzeba zjeżdżać z góry, z wysoka, na sam dół, a potem wjeżdżać na dach. No dobrze, przynajmniej można się obściskiwać w tak podniecającym miejscu. Ha-ha. Sasuke obiecał, że zrobią to też w windzie. Naruto pierwszy raz w życiu leciał odrzutowcem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Blondyn nie widział ich nowego domu. Sasuke zasłonił mu oczy, chcąc sprawić mu niespodziankę. Gdy byli na miejscu, Naruto złapał dłonie bruneta i pociągnął je w dół, od swoich oczu. Złożył je na swoich piersiach i nie puszczał. Rozejrzał się. Pokój w którym się znajdowali, był zaciemniony żaluzjami, przez co panował tam półmrok. Stało tam kilka mebli w folii: fotel po prawo od drzwi, kilka materacy pod oknem i pudło po prawo. Okno było bardzo duże i znajdowało się na przeciw wejścia.&lt;br /&gt;-Gdzie jesteśmy.?-spytał Naruto zaciekawiony.&lt;br /&gt;-W naszym nowym domu.&lt;br /&gt;-Dlaczego w tym pokoju.?-spojrzał zza ramienia na ciemne tęczówki Sasuke.&lt;br /&gt;-Wolisz żebym ci powiedział, czy może abym ci pokazał.?-Drugą część zdania wyszeptał do ucha blondyna, po czym polizał je.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naruto przeszedł dreszczyk podniecenia. Hmm??? nie zdążył podziękować swojemu księciu-wybawcy. Musi to nadrobić. Odwrócił się do Sasuke. Zaczął się z nim drażnić. Zbliżył swoje malinowe usta do jego krwistych warg i poczuł na nich ciepły oddech bruneta. Potem zszedł na szyję i zaczął składać tam ciepłe pocałunki. Sasuke przymknął oczy. Było miło, ale zapowiadało się, że będzie jeszcze lepiej.! Pchnął ni stąd ni zowąd biednego blondynka na materace. Zdezorientowany chłopak podniósł się na łokciach i rozejrzał wokół. Wzrok swój zatrzymał na brunecie, który zdejmował kurtkę. Potem koszulę. I bluzkę. Sasuke podniósł głowę. Oczy mu zabłyszczały niebezpiecznie, a usta wykrzywiły się we wrednym i przebiegłym uśmiechu. Naruto bezwiednie oblizał usta. Kurwa, jaki on jest boski.! Ten tors, szerokie ramiona, zimne dłonie, gorący brzuch i???&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sasuke skradał się na Naruto jak kot. Gdy doszedł do twarzy, pocałował go agresywnie. Chciał się bawić. Dziś był tygrysem. Pumą. Ocelotem. Czy czymś tam??? Począł rozbierać niebieskookiego. Gorącym językiem przejechał po brzuchu Naruto i zatrzymał się na linii spodni. Rozpiął je szybko i zdarł z blondyna. Położył rękę na jego męskości, zaczął ją pocierać. Szybko. Patrzył na Naruto, jak przymruża oczy, jak odchyla głowę do tyłu, jak oddycha coraz szybciej, jak na jego twarz zaczynają wstępować rumieńce. Patrzył na niego i bawił się coraz lepiej. Zdjął jego bokserki i zaczął robić mu loda. Najpierw delikatnie drażnił językiem i całował główkę, potem zaczął ostro ssać. Blondyn wygiął się i zaczął cicho jęczeć. Słodko i cicho. Odchylił znowu głowę do tyłu, po czym szybko oparł brodę na ramieniu. Zacisnął usta. Był czerwony jak panienka. Sasuke przestał z penisem blondyna głęboko w ustach. Cofnął głowę i uśmiechnął się wrednie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naruto spojrzał na niego pytającym wzrokiem. Już miał otworzyć usta, ale brunet go wyprzedził. Zaśmiał się, co w jego wykonaniu akurat teraz było kilkakrotnym mruknięciem, i powiedział:&lt;br /&gt;-Cóż za wstydliwe reakcje.- Podniósł trochę głowę i spojrzał na niebieskookiego. W jego oczach błysły iskierki cynizmu.&lt;br /&gt;-Zamknij się.! I ssij.! -Pokazał mu język.&lt;br /&gt;-Nie.-Odparł Sasuke. -Zrobię coś lepszego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdjął spodnie i zaczął wolno nabijać się na blondyna. Gdy wszedł cały zaczął się poruszać powoli na nim. Folia na materacach szeleściła coraz bardziej. Po chwili szybciej. Szybciej. Szybciej. Więcej. Ostrzej. Głębiej.&lt;br /&gt;Naruto jęczał raz po raz. Było mu tak dobrze. Tak cholernie dobrze.! Nie chciał, żeby to się skończyło. Chciał już zawsze czuć na sobie bruneta. Chciał być obejmowany przez jego silne, zimne ramiona, chciał czuć jego gorące wnętrze i gorące usta na sobie; zwinne palce w swoich włosach i w swoich spodniach??? chciał jeszcze kiedyś, choć raz, poczuć go w sobie.&lt;br /&gt;Sasuke przytulił go do siebie i jęczeli razem w swoje usta. Poczuli, że są blisko końca. Pocałowali się. Głęboko i chciwie. Sasuke, gdy doszedł, drapnął plecy Naruto. Widać blondyna to podnieca, bo długo nie trzeba było czekać na finał. Opadli zmęczeni na materace. Dyszeli chwilę, gadali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ubrali się i posprzątali. Gdy Sasuke, w niedopiętych spodniach, szukał bluzki, a Naruto ubrany, sprzątał resztki spermy chusteczką, ktoś zapukał do drzwi. Blondyn wystraszył się. Czuł się jakby przyłapano go na kradzieży. Ciemnooki natomiast, z dziwnym spokojem westchnął tylko cierpiętniczo i otworzył drzwi. Był to facet z firmy przewozowej. Brzydki Japończyk o zwiotczałej, obwisłej, poszarzałej skórze. Zaczęli rozmawiać o czymś po japońsku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwaga.! Naruto dedukuje gestykulację.!&lt;br /&gt;Ten brzydki jest wkurzony. Teraz ten boski jest wkurzony. Gestykulują. Ten brzydki przestał. Patrzy z miną zbitego psa na per Boskiego. *trochę niżej* omg, ale on ma tyłek.! Dobra, skup się.! Długi wywód pełen agresji i wyższości by Sasuke. Brzydal przeprasza i ucieka w popłochu. Sasuke trzaska drzwiami i odwraca się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gapili się tak na siebie chwilę.&lt;br /&gt;-No co.? ??? Nie wytrzymał Naruto.&lt;br /&gt;-Nic.&lt;br /&gt;-Widziałem jak się pieniłeś przed tym chłystkiem, więc jednak może coś mi powiesz.-Naciskał.&lt;br /&gt;-Odczep się, to nic takiego.- Brunet powrócił do poszukiwań bluzki. Gdy ją znalazł i założył, wreszcie spostrzegł zabawny wzrok niebieskookiego skierowany na siebie. Przymrużone oczy i wydęte, jakby naburmuszone policzki. Sasuke westchnął, włożył ręce w kieszenie, stanął w pozycji kontrapostu i patrzył na blondyna jak na idiotę. Po chwili per Boski przemówił:&lt;br /&gt;-Człowieku. Przylazł z pretensjami, co do naszej upojnej chwili. Potem mu wygarnąłem, że pracuje dla mnie to się przymknął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naruto zmienił wyraz twarzy na pogodny. Skończył sprzątać i wtulił się w bruneta. Wyszli z pokoju. Sasuke jak zwykle z poważną miną, a Naruto z bananem na twarzy. Poniewierali ludźmi pracującymi dla bruneta, mówili gdzie ustawić meble, potem rozmyślali się i postanawiali ustawić szafę na piętrze, a nie na parterze i tym podobne sprawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po południu postanowili pójść do jakiejś restauracji. Sasuke chciał obiad złożony z trzech dań plus przystawki. Naruto wolał spróbować ramen, dango i słodycze. Zastanawiało go, co takiego w nich jest, że wielu Japończyków nie lubi tutejszych frykasów. Brunet był jednym z nich. W końcu blondyn postawił na swoim. W okolicy sklepy z tutejszymi słodkościami były już zamknięte. Zostały te importowane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Blondyn rozsiadł się w restauracji. Nie była ona zbyt ładna, ale gospodarz umieścił kilka przytulnych akcentów. Stoliki znajdowały się we wnękach pomieszczenia, oświetlenie było punktowe, romantyczne. Poza tym??? wszystko. Sasuke strasznie ubolewał, że musi jeść w tak niedogodnym miejscu jak to. Zamówił jakąś rybę, o której Naruto nigdy nie słyszał. W menu na szczęście było ramen i dango. Blondyn wybrał miso ramen. Potem zamówił jeszcze jedną porcję. Stwierdził, że to jego ulubiona zupa. Sasuke wyśmiał go, ponieważ chłopak nie próbował innych i dodał, że ramen jest prostą i tanią zupą. Potem sprzeczali się trochę. Ku uciesze niebieskookiego, można było zamówić ramen do domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odeszli do swojego nowego domu. Pachniał klejem mocznikowym i farbą. Piękne zapachy. W pokoju, w którym jeszcze przed południem stały tylko materace i pudło, dawało wyczuć się woń seksu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6228173029317230177-4994244085091501971?l=you-stay-on-my-mind.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/feeds/4994244085091501971/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6228173029317230177&amp;postID=4994244085091501971&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/4994244085091501971'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/4994244085091501971'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/2010/04/9-sasunaru.html' title='~9~ SasuNaru'/><author><name>Tsuki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11402271605646754243</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9Xe21E2VP9E/S6PeGoITlkI/AAAAAAAAAFg/Pg63QUPqCL4/S220/Mikaru15.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6228173029317230177.post-2603845932266406191</id><published>2010-04-16T14:21:00.001+02:00</published><updated>2010-04-16T14:21:31.055+02:00</updated><title type='text'>~8~ SasuNaru</title><content type='html'>Długo nic nie dawałam. Czemu.?&lt;br /&gt;Proste. Czas.&lt;br /&gt;Trochę się dzieje. Ledwo skończyłam ósmy epizod&lt;br /&gt;i dodaję go tu. Dla was. :)&lt;br /&gt;Jest trochę dłuższy niż poprzednie. &lt;br /&gt;Nie wiem kiedy 9, ale szykuje się nieźle.&lt;br /&gt;Pocierpcie trochę do dziewiątki. xd &lt;br /&gt;Komentarze b. mile widziane.&lt;br /&gt;Itadakimasu^&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;~8~ of można odebrać różne rzeczy, ale nie wolno miłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciche, spokojne bębnienie dużych kropel wody o metal. Miarowe przesuwanie się wycieraczki po szybie. Szum pracującego silnika. Usypiająca kołysanka działająca na Naruto, jak Central Park na mieszkańców Nowego Jorku. Wyczerpany dzisiejszym rankiem, lotem i oburzającym incydentem z popołudnia, Naruto, zasnął. Zaszedł razem ze słońcem. Przedstawienie skończone. Teraz na scenę zwala się czarny materiał zasłaniający światło. Coś się skończyło. Coś się zaczyna. Noc. Sasuke mówił do Naruto gdy ten zasypiał. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie uzyskawszy odpowiedzi, brunet stanął w pierwszym lepszym miejscu i sprawdził co jest z blondynem. Otworzył tylne drzwi, nachylił się nad nim i przysunął policzek do jego nosa. Oddychał. &lt;br /&gt;Przyłożył rękę do jego czoła. Nic mu nie będzie, temperatura w normie. Pocałował delikatnie jego malinowe usta i przykrył Naruto dokładniej swoim płaszczem. Chciałby go teraz przytulić mocno do siebie i chronić jak najlepiej umiał. Wiedział, że to jego wina. Powinien teraz się zabić dla niego. Błagać o wybaczenie. Czuł obrzydzenie do siebie, do swego ciała i duszy, za to co ten… zrobił Naruto. Jak mógł na to pozwolić.? Potem opanowała go złość, bo w końcu jak śmiał zakraść się*włamać*do jego domu.? A potem jeszcze porwać, pobić i zgwałcić blondynka. Nie wiedział co się z nim stało. Chłopak był zbyt wyczerpany, żeby mu opowiedzieć co się stało. Zresztą Sasuke nie chciał z niego wyciągać tych splamionych wspomnień. Musiał teraz mysleć gdzie jechać. Wrócić do domu.? Możliwe, że ON się obudził i czyha tam na nich teraz. Muszą jechać do hotelu, potem pomyśli jak załatwić sprawę mebli i innych rzeczy. W końcu nie zostawi Naruto samego. Skoro ON przełamał zabezpieczenia w domu Sasuke, to do hotelu również włamie się bez większych problemów. Dobrze. Pojedzie teraz do jakiegoś hotelu w centrum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;~***~&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naruto, po raz kolejny w opowiadaniu, się obudził. Po raz kolejny w innym miejscu. Spał na brzuchu a na swoich plecach miał rękę Sasuke, która głaskała go po skórze dając przyjemne ukojenie i poczucie bezpieczeństwa. Mały gest, bardzo miły na pobudkę i przywitanie. Blondyn odwrócił głowę w stronę Sasuke. &lt;br /&gt;-Już się obudziłeś.-stwierdził brunet po chwili wpatrywania się w błękit oczu Naruto. Ten zaś tylko mruknął w odpowiedzi.&lt;br /&gt;-Jak się czujesz.?-dopytywał.&lt;br /&gt;-Mmm. Dobrze. Rany na moim ciele szybko się goją.-puścił oczko do Sasuke. On jednak nie podzielał jego dobrego humoru. Martwił się o debila. Wziął jego dłoń w swoją. &lt;br /&gt;-Wiesz, że już nigdy cię nie opuszczę.?&lt;br /&gt;-Wiem.&lt;br /&gt;-Wiesz, że się przeprowadzamy.?&lt;br /&gt;-Do kąd. Gdzie jesteśmy.?-Naruto dopiero teraz się kapnął, że jest zbyt staro i pozytywnie jak na pokój Sasuke.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-W hotelu. Przeprowadzamy się do Sapporo. Kiedy spałeś ja już załatwiłem nowy dom i samochód.&lt;br /&gt;-Po co nam nowe auto.?&lt;br /&gt;-Po to, żeby ten-zawiesił głos- nie znalazł nas po rejestracji, aho.!&lt;br /&gt;-Ahaa…-chwila kontemplacji-Kim w ogóle jest ten gościu.?&lt;br /&gt;Sasuke puścił dłoń blondyna i usiadł na brzegu łóżka, tyłem do Naruto i westchnął. Niebiedkooki podniósł się na łokciu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W głowie Sasuke zapanował mętlik. Przypomniał sobie te wszystkie słowa, uczucia, przed oczami przelatywały mu obrazy z przeszłości. Zatracał się w tym mimo woli. Po chwili otrzeźwiał, skrył twarz w dłoniach i przejechał nimi na włosy, zaczesując grzywkę do tyłu. Ręce wróciły na łóżko a grzywka na czoło. Powieki były zamknięte. Jego pedanteria nie pozwalała mu na taki bałagan, zwłaszcza w nim samym. W międzyczasie Naruto rzucił, że jak nie chce, może nie mówić.&lt;br /&gt;-Uchiha Itachi to mój starszy brat.-Zaczął retrospekcję-Był idealny we wszystkim: nauka, ćwiczenia, sylwetka, sposób wysławiania się, styl, gust, dbania o siebie, dieta i takie tam…&lt;br /&gt;-Gust ma słaby po tym co widziałem tam na dole…-Zażartował Naruto. Sasuke tylko westchnął cierpiętniczo odchylając na chwilę głowę w tył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Zamknij się idioto, bo nie będę ci opowiadał.-Naruto znów mruknął i położył się z impetem.-Więc… był idealny. Może inaczej. Byłby idealny, gdyby nie jedna wada. Był gejem. To nie ta wada, ale kochał mnie. Kochał mnie inaczej niż brat brata. Można to rozumieć jako podtekst: kochał mnie.-Zaśmiał się bezdźwięcznie. Ten śmiech, parę krótkich, szybkich sapnięć, brzmiały dziwnie w tym pokoju. Zawisły na chwilę i przeszywały blondyna.-To było chore… to kurwa jest chore. W moim dzieciństwie i okresie dojrzewania prawie nie znajdziesz stereotypowego: co noc wchodził do mojego pokoju, potem do łóżka. On był tam zawsze. Mieszkaliśmy w przeciętnym domku, mniejszym od mojego byłego domu. Był pokój dla niego, lecz mój był większy. Wtedy nie rozumiałem, że coś jest nie tak. Zrozumienie przyszło z wiekiem i wraz z dorastaniem. Zmienił się mój sposób postrzegania świata, posiadłem pewną wiedzę… na różne tematy. Coś było nie tak. Inne rodzeństwa, a znałem ich sporo, nie ściskały się na powitanie, nie trzymały się kurczowo razem, nie miziały się, nie całowały i nie dotykały. Co dopiero seks… a potem przyszła nienawiść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sasuke zgarbił się w czasie opowiadania, a teraz położył ręce na kolana i począł ściskać dłonie w pięści. Naruto podniósł się. Włócząc za sobą kołdrę, półsiedząc wtulił głowę w ramię Sasuke od tyłu i położył rękę na jednej z pięści bruneta. Uspokoiło go to trochę. &lt;br /&gt;-Resztę możesz mi opowiedzieć kiedyindziej.-Wyszeptał blondyn.&lt;br /&gt;-Jaką resztę.? Nie ma żadnej reszty. To cała książka. Prawie całe moje życie to zaciemniony pokój. Pieprzony, chory pokój z pieprzonymi chorymi ludźmi. Braterska miłość… pf. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naruto przytulił go i całował po barku. Sasuke przestał mówić. Odetchnął. Kiedyś mu opowie. Będzie mu opowiadał, kiedy przyjdzie mu ochota. Kiedy będzie miał humor. Teraz chciał zapoznać Naruto z tematem. Teraz nienawidzą go wspólnie. Teraz...&lt;br /&gt;-Muszę zadzwonić.-Sasuke wstał nagle. Naruto zdziwiony odsunął się, patrzył chwilę na bruneta i z powrotem położył się na łóżku. Uchiha manewrował przy komórce. Po kilku zgrabnych ruchach przyłożył telefon do ucha i poszedł do pokoju obok. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naruto dopiero teraz zauważył, że jest w bardzo ładnym pokoju. Nie powinno go to dziwić, w końcu widział, czym Sasuke się wozi, gdzie mieszkał, w jakiej restauracji jada… właśnie.! Dom.! Pewnie w tej sprawie dzwoni. Blondyn przeciągnął się i wyskoczył z łóżka. Miał na sobie ciemne bokserki. Oczywiście zapewne bruneta, bo Naruto woli jasną bieliznę. Chmurki, słoneczka, pieski-to jego klimaty. Najmroczniejsze gatki jakie ma, to bordowe w białą kratę. Spokojny, że nie jest nagi, poszedł na paluszkach do pokoju, w którym miał być Sasuke. Podniósł rękę i dotknął klamki. Otworzył drzwi. Drania nie było. Rozejrzał się chwilę. Otworzył kolejne drzwi i wszedł do jadalni. Był to podłużny pokój, utrzymany w rodzinnej atmosferze. Brunet stał koło okna. Opierał się o ścianę plecami, jedną nogą miał zgiętą a stopę na ścianie. Patrzył przez okno. Już nie rozmawiał przez telefon. Naruto, niczym lustrzane odbicie, oparł się o ścianę na przeciwko Sasuke. Patrzył na jego białą skórę i ciemne, ledwo dotykające odsłoniętego barku włosy. Kąciki jego ust drgnęły nieświadomie i uśmiechnął się lekko. Wyglądał jak blondyn wyglądać powinien: rozmarzony wzrok i głupkowaty uśmiech na twarzy. Brunet mrugnął kilka razy, odetchnął i spojrzał na towarzysza. Jego ciemne oczy omiotły postać Naruto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Jutro rano możemy się wprowadzać.&lt;br /&gt;-To dobrze.&lt;br /&gt;-Taa.-odpowiedział po chwili milczenia. Odrzucił grzywkę na bok i podszedł do Naruto. Przejechał wierzchem dłoni po jego policzku.&lt;br /&gt;-Strasznie się o ciebie bałem, młocie.&lt;br /&gt;Mimo romantycznej sceny i delikatnego (ale męskiego) głosu Sasuke, jego oczy pozostawały bezzmienne. Ten sam chłód. Naruto trochę to zdenerwowało. Nie odpowiedział. Brunet cofnął rękę i odwrócił się o kąt prosty. Wyjął paczkę papierosów i zapalniczkę.&lt;br /&gt;-Ee.? Wcześniej przy mnie nie paliłeś.&lt;br /&gt;-Widziałeś jak żułem gumę.?-Naruto kiwnął głową w odpowiedzi.-Staram się rzucić. Załóżmy…&lt;br /&gt;-Czemu „załóżmy”.?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sasuke zapalił papierosa i dmuchnął dymem na blondyna. Owinął go piękny zapach tytoniu i… kawy.? Blondyn zatrzymał się na chwilę. Zawisł w powietrzu jak dym z ust ciemnookiego. Ten cudowny zapach w połączeniu z krwistymi ustami na tle bladej skóry… wybuchowa mieszanka. Oczywiście co do wybuchów w spodniach. &lt;br /&gt;-Ty palisz papierosy o… smaku kawowym.?-spytał lekko trzepnięty blondyn.&lt;br /&gt;-Tak. A co.? Chcesz trochę.?-spytał Sasuke idąc powoli, z rękami w kieszeni, w stronę drzwi prowadzących do sypialni.&lt;br /&gt;-Nie, jaa… nie palę.-po tych słowach Naruto podążył za brunetem.&lt;br /&gt;-Ty.? Niepalący?&lt;br /&gt;-A co się dziwisz.?&lt;br /&gt;-Myślałem, że ludzie tacy jak ty palą cokolwiek.-Sasuke spojrzał się na blondyna. Kącik jego ust wykrzywił się na chwilę w ironiczny uśmieszek.&lt;br /&gt;-Teme.! Wiesz, że nie lubię, gdy się tak o mnie mówi.!&lt;br /&gt;-Trudno. Jedziemy popatrzeć na przeprowadzkę. Tych baranów trzeba jakoś poinstruować.-mówił Sasuke zakładając buty.&lt;br /&gt;-Świetnie…-Naruto się załamał.-Dzień spędzony na gapieniu się w meble.&lt;br /&gt;-Nie chwal dnia przed zachodem słońca.-powiedział tajemniczo brunet, poprawiając kołnierz kurtki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6228173029317230177-2603845932266406191?l=you-stay-on-my-mind.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/feeds/2603845932266406191/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6228173029317230177&amp;postID=2603845932266406191&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/2603845932266406191'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/2603845932266406191'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/2010/04/8-sasunaru.html' title='~8~ SasuNaru'/><author><name>Tsuki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11402271605646754243</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9Xe21E2VP9E/S6PeGoITlkI/AAAAAAAAAFg/Pg63QUPqCL4/S220/Mikaru15.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6228173029317230177.post-6487086202769288594</id><published>2010-04-16T14:20:00.001+02:00</published><updated>2010-04-16T14:20:37.626+02:00</updated><title type='text'>~7~ SasuNaru II/II</title><content type='html'>Druga część z partów dla Sory :**&lt;br /&gt;To jest znacznie bardziej chore...&lt;br /&gt;Jak to czytałam przed chwilą, to różne rzeczy nasuwały mi się na myśl.&lt;br /&gt;Raczej złe.&lt;br /&gt;Wykonanie i pomysł oceńcie sami ;33&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;~7~ of można odebrać różne rzeczy, ale nie wolno miłości.&lt;br /&gt;Part: II/II&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naruto usłyszał kroki za sobą i zamarł ze strachu. Przypomniał sobie co się stało. Dom Sasuke, ta dziwna osoba, desperackie próbowanie ucieczki, warkot silnika i syk. W normalnych okolicznościach umierałby ze strachu, ale teraz czuł się potwornie i dobrze zarazem. Otumaniał, jego nerwy jeszcze się nie obudziły, drapało go w gardle, chciało mu się pić, bolała głowai oczy, miał mdłości. Powoli wszystko przechodziło, wyłączając gardło. Nie czuł wielkiego strachu. Był uwięziony we własnym ciele: związane fęce, nogi, którymi nie mógł ruszać, gdyż w innym przypadku sznury ciągnęły niemiłosiernie. Poczuł ciepły oddech na karku, miarowe oddychanie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Wierzysz w to, że Sasuke tu przyjdzie.?-Usłyszał głos za sobą. Tak, to ten sam głos z auta. Naruto próbował uspokoić myśli. Przed oczami miał obrazy z… właśnie, z kiedy.? Z wczoraj, z dzisiaj.?&lt;br /&gt;-Tak. Napewno zaraz się tu pojawi i skopie ci tyłek, skurwielu.-Wysyczał. Poczuł coś gorącego na pośladkach. Było zbyt ciepłe na ciało. Próbował odwrócić głowę, ale nie mógł przez lekko uniesione ramiona.&lt;br /&gt;-Co mi robisz psycholu.?!&lt;br /&gt;Ów ‘psychol’ zbliżył się do Naruto od przodu. W ręku trzymał świeczkę. Blondyn patrzył z niedowierzaniem.&lt;br /&gt;-Teme.! Wosk to twój fetysz.?! Ty… ty jesteś chory.! Kurwa, powinieneś się leczyć, słyszysz.?! Wypuść mnie.!-Zaczął się szarpać, ale ból nakazał mu przestać. Światło było słabe i drżało co jakiś czas. Mężczyzna z lekkim uśmieszkiem zbliżył się blondyna. Położył dłoń na klatce piersiowej i zjechał nią w dół. Zatrzymał się na podbrzuszu. Objął Naruto i zaczął całować delikatnie w obojczyk, potem w szyję. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Zostaw mnie.!-Próbował protestować Naruto, ale brunet nawet nie drgnął. Zszedł językiem niżej i przygryzł sutek. Niebieskooki zagryzł dolną wargę. Uwielbiał to. Cholera… poczuł jak mężczyzna wkłada kolano między jego uda. Zagryzł wargę mocniej. Poczuł jeszcze kilka gorących kropel.&lt;br /&gt;-Przestań powiedziałem.! Puść mnie ty skurwysynie.!-Tym razem napastnik oderwał się od Naruto. Niestety, ku beznadziei blondyna, mężczyzna rozbierał się. Rozpiął koszulę, rzucił ją obok. Podobnie postąpił z resztą garderoby. Przy tych czynnościach nie spuszczał wzroku z Naruto. Patrzył się, jakgdyby zwierzyna, której przegryzł gardziel, wciąż mogła uciec. W spojrzeniu nie było pożądania ani żadnych innych emocji. Ludzie bez emocji to wraki. Im życie musiało nieźle dać w kość. Otaczają się tylko niezbędnymi rzeczami, nie lubią tracić czasu, nie mają przyjaciół. Nie potrzebują nikogo i niczego, co byłoby niekonieczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nagi, wpił się w usta Naruto. Trącił swoim językiem parę razy jego, lecz ten ani drgnął. Blondyn nie chciał tego… czuł obrzydzenie i począł się wyrywać. Po raz kolejny zabolały go ręce. Czuł jak zaczynają drętwieć, nieprzyjemne mrowienie w palcach. Syknął, gdy brunet oderwał się od niego i uklęknął. Pociągnął penisa Naruczana. On zaś ponownie zagryzł wargę. Tym razem mocniej. Czuł jak jego męskość nabrzmiewa a sutki stają się twardsze. Zamknął mocno oczy. To tylko sen, zaraz się obudzi. To tylko sen, tylko koszmar… niestety nie obudził się, ponieważ życie jest koszmarem, z którego nie da się obudzić. Gna on w jedną tronę, po drodze zmuszając nas do trudnych, drobnych wobec ‘koszmaru’, decyzji. Koszmary kończą się tylko w jeden sposób, a przynajmniej ten zwany życiem…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poczuł język zlizujący rubinowe krople z jego ust. Po chwili, gdy Naruto nie wyczuwał mężczyzny w pobliżu, otworzył oczy. Przemógł się, bo nie wiedział co zastanie. Rozejrzał się i po chwili opadł na podłogę. Skołowany nie wiedział co się dzieje. To ten facet poluźnił liny tak, że Naruczan mógł klęczeć. Po chwili zobaczył wielkiego penisa bruneta, większy niż Sasuke. Naruto wyobraził sobie jak wbija się on w jego ciasną dziurkę. Po jego ciele przebiegł nieprzyjemny dreszcz, zapowiadający ból. Ręka napastnika otworzyła usta blondyna i po chwili wypełnił je wielki członek. Po kilku sekundach zaczął się krztusić. Poczuł ciało napierające na niego od tyłu. Wiedział, że zaraz w niego wejdzie. Zaczął się szarpać, próbował wstać, ale zakręciło mu się w głowie i upadł. Zrobiło mu się śłabo i czarno przed oczyma. Czyjaś ręka pociągnęła go za włosy. Czyjś język polizał ucho, dostarczając nikłej przyjemności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Wypnij się.-Usłyszał.&lt;br /&gt;-Nie...-Naruto odpowiedział drżącym głosem. Ponownie ktoś ssał jego członka. Tym razem agresywniej. Mroczki przed oczami powoli znikały. Naruto przeszyła fala przyjemności, której nie mógł opanować. Westchnął. Czuł jak pulsuje, jast blisko…&lt;br /&gt;-Wypnij się.-Mężczyzna powtórzył. Blondyn domyślił się, że albo to, albo będzie torturowany w ten okrutny sposób. Rozluźnił pośladki i zacisnął zęby. Mężczyzna przytulił go od tyłu i nabił samą główkę. Ból. Jeśli dobrze to rozegra to przemieni się w roskosz. Wymuszoną i niechcianą, brudną rozkosz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kilkunastu minutach wiedział, że dobrze to rozegrał. Bolało niemiłosiernie, lecz mogło być gorzej. Znacznie gorzej... Włozył w to jakies uczucie, postarał się, żeby było jak najmniej nieprzyjemne. Leżał na ziemi i dyszał ciężko. Jego ciałem targał jeszcze malejący orgazm. Właśnie on był dowodem na umiejętności Naruto (że tak to nazwę). Na ustach miał resztki spermy. Mężczyzna gdzieś zniknął. Naruto był zbyt zmęczony i obolały, aby go szukać. Każdy ruch sprawiał mu ból. Choćby oddychanie. Czynność ta niezbędna do życia, teraz stała się bardzo uciążliwa. Płuca jakby się skurczyły i jednoczesnie łaknęły powietrza. A skurcz lub rozkurcz tego narządu był przyczyną bólu. Drzwi na szczycie kilku zchodków otwarły się nagle z impetem. Do pomieszczenia wszedł Sasuke. Był wściekły, oczy błyszczały mu czerwienią. Blondyn ledwo widział. Oto i przybył rycerz w srebrnej zbroi. Mimo, że na niebie słońce królowało, to tu, na ziemi królem był księżyc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Spóźniłeś się.-Usłyszał niski, spokojny głos za sobą.&lt;br /&gt;-Ty pojebie.! Coś mu zrobił.?! Nie dość, że mnie nękałeś przez całe dziciństwo to jeszcze zabierasz się za niego.?! Jesteś chory…&lt;br /&gt;Naruto nie widział gdzie jest tamten mężczyzna. Dotarło do niego, że to Sasuke, że go obroni i zabierze stąd. Zmusił się i usiadł. Czuł jakby w jego ciało wbijano tysiące szpilek, ale powstrzymał krzyk.&lt;br /&gt;-Sasu… ke.- Wymamrotał. Ten podszedł do niego, obejrzał i przytulił do siebie.&lt;br /&gt;-Już dobrze. Zaraz zabiję tego skurwiela. Więcej cię nie tknie. Obiecuję.-Uspokajał go ciemnooki.-Dlaczego to zrobiłeś.?-Zwrócił się do psychola.-Co, Orochimaru ci już nie wystarcza.?&lt;br /&gt;-Nie mów o rzeczach, o których nie masz pojęcia.-W czasie padania tych słów, Sasuke wstał.&lt;br /&gt;-Powtórzę draniu: dlaczego.?-Naruto usłyszał zbliżające się kroki za sobą. Najpierw zobaczył obok bose stopy. Powędrował wzrokiem do góry. To ten facet. Był już ubrany, miał na sobie niedopięte spodnie i rozpiętą koszulę. Sasuke stał wyprostowany z rękoma opuszczonymi wzdłuż ciała i zaciśniętymi pięściami. Mężczyźni mierzyli się tak chwilę wzrokiem, po czym ten wyższy obezwładnił Sasuke.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-„Dlaczego” pytasz.? Odpowiedź jest prosta.-Polizał jego ucho.-Bo cię pragnę.-Wyszeptał.&lt;br /&gt;-Nie pieprz.! Puść mnie.! Zabiję cię, kurwa zabiję.!-Darł się i szarpał. W końcu ciosem uwolnił się i zaczął okładać długowłosego. Gdy przestał się ruszać Sasuke wyprostował się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-To nie mogło być takie proste...-Powiedział i dla pewności kopnął jeszcze kilka razy zakrwawione ciało. Po tym uwolnił Naruto, ubrał na niego swój płaszcz i wziął go na ręce. Chłopak był trochę pobity a z odbytu ciekła krew, nic dziwnego, że sam nie mógł chodzić. &lt;br /&gt;-Sasuke… kto to był…-Wyszeptał Naruto.&lt;br /&gt;-To był…-Zwlekał z odpowiedzią. W gardle mu zaschło. Naprawdę ciężko wymówić mu te parę słów.-To był mój starszy brat. Uchiha Itachi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Blondyn już nic więcej nie mówił. Zmagał się z bólem i psychicznym i fizycznym. Brunet zaniósł go do auta. W drodze cały czas powtarzał, że nie daruje ‘temu skurwielowi’, nie da już mu tknąć Naruto, wyprowadzi się gdzieś daleko, na drugi koniec Japonii, ochroni blondyna i tym podobne. Powoli słońce zachodziło. Od wschodu biegły czarne chmury.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6228173029317230177-6487086202769288594?l=you-stay-on-my-mind.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/feeds/6487086202769288594/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6228173029317230177&amp;postID=6487086202769288594&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/6487086202769288594'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/6487086202769288594'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/2010/04/7-sasunaru-iiii.html' title='~7~ SasuNaru II/II'/><author><name>Tsuki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11402271605646754243</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9Xe21E2VP9E/S6PeGoITlkI/AAAAAAAAAFg/Pg63QUPqCL4/S220/Mikaru15.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6228173029317230177.post-5905472066360056460</id><published>2010-04-16T14:16:00.001+02:00</published><updated>2010-04-16T14:16:04.115+02:00</updated><title type='text'>~6~ SasuNaru I/II</title><content type='html'>&lt;span style="color: white;"&gt;Sama to sufiks, mówi o kimś ważnym [Hime-sama –księżniczka, Kami-sama –bóg]. Inwencja twórcza Naruto wobec księcia Sasuke^&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;Będą dwie części. Specjalny wysiłek-prezent&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;dla Sory ;***&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;Mam nadzieję, że ci się spodoba :) &lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;~6~ of można odebrać różne rzeczy, ale nie wolno miłości.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;Part: I/II&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;Gdy Naruto i Sasuke-sama wylądowali w Japonii, słońce wschodziło. Blondyn słyszał, że ten kraj jest przepiękny, słynie z Sakury, góry Fuji, gejsz, sushi, ogrodów i przepięknych wschodów słońca. On ma okazję zobaczyć właśnie ten zapierający dech w piersiach cud. Gra kolorów i światła. Rozległa polana, w dali Tokio budzące się do życia, skąpane w delikatnym rumieńcu rodzącego się dnia. Piękno świeżości miesza się z niepokojącą rutyną. Kolejny dzień. Dla Naruto był to nowy dzień, nowe życie. Formował się na nowo, jak słońce przybiera swój okrągły kształt co rano z plam barw. On również jest jak plamy soczystych, ciepłych kolorów. Stara się świecić najmocniej jak potrafi, nawet zza chmur. Naruto spojrzał na Sasuke, który stanął obok niego. Słońce ma swój księżyc. Tak. Gdy kładzie kres swojej dziennej wędrówce, pojawia się niczym tajemniczy rycerz w srebrnej zbroi, skąpany w blasku swej mrocznej słway. Sasuke właśnie taki był. Tajemniczy, zagadkowy i mimo tego świecił. Elegancki i pociągający, zawsze w toważystwie mniejszych, bledszych punktów na ciemnym niebie. Mężczyzna objął Naruto.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;-Witaj w moim świecie, młotku.-Spojrzeli sobie w oczy.-Dobra, dosyć tej telenoweli. Idziemy po bagaże. Dziś mam jeszcze wolne, ale jutro muszę iść do pracy.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;Naruto się załamał.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;-Myślałem, że jesteś trochę romantyczniejszym człowiekiem, temee.!-Ludzie na lotnisku spojrzeli na niego jak na wariata. Zapomniał, jakim to grzecznym i poukładanym narodem są japończycy. ‘Krzaczki’ naokoło go przerażały. Czemu nie był na tyle sprytny, aby poduczyć się języka w samolocie.?&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;~***~&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;Dom Sasuke nie był jakąś szczególną willą. Naruczan widział lepsze i większe. Domek jednorodzinny z estetycznym ogrodem. Przepięknie zdobione krzewy, drzewa charakterystyczne dla tej części świata. Oczywiście jak na styl tsukiyama przystało, nie obeszło się bez stawu i pagórków. &lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;-Wejdź pierwszy.-Podał blondynowi klucze-Ja zajmę się parkowaniem i walizkami.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;Wewnątrz budynku panował mniej japoński nastrój. Praktycznie drzwi i ściany nie różniły się od tych z Ameryki. Naruto poczuł się trochę zawiedziony. Swego czasu, gdy stać go było na prowadzanie się do kina, poszedł na Kill Bill. Widział jak mniej więcej wygląda architektura wnętrz japońskich, a tu Ameryka. Wszedł do salonu. Był on połączony z jadalnią i kuchnią. &lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;Po chwili usłyszał czyjeś kroki na górze. Ciekawe co to.? Może Sasuke ma zwierzątko.? Naruto poszedł spiralnymi schodami w górę. Przed sobą miał ciemną ścianę, pod nogami jasną podłogę. Po prawej i lewej stronie rozciągał się korytaż. Blondyn stał tak chwilę zastanawiając się w którą stronę pójść. Usłyszał jakiś cichy dźwięk po lewej. Dochodził on z najbliższego pokoju. &lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;Naruto otworzył mosiężne drzwi i ujrzał łazienkę. Ładna, spora, czysta łazienka. Rozejrzał się i ujrzał postać. Krzyknął i odskoczył. Zabrakło mu słów. Mężczyzna był trochę starszy od niego i wyższy. Wyglądał jak Sasuke, ale miał trochę dłuższe, postrzępione włosy. Stał z grobową miną na wprost blondyna. Po chwili zbliżył się do niego szybko, że niebieskooki nie zdążył zareagować. Popchnął go na ścianę, ujął ofiarę za nadgarstki i podniósł je ku górze swoją ręką. Drugą włożył pod bluzkę Naruczana. Chłopak był przerażony. Nie mógł z siebie wydobyć ani jednego słowa. Zaczynał rozumieć, jaki był głupi, że z obcym facetem pojechał na drugi koniec świata. Może ludzie mają rację.? Może jest kompletnym młotkiem.?&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;Ciemnowłosy przyglądał się blondynowi uważnie. Patrzył mu w oczy z jeszcze większą pogardą, niż wtedy Sasuke patrzył na pingwina hotelowego z parkingu.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;[Photo]&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;Jego twarz znalazła się koło ucha Naruto.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;-Więc ty jesteś jego nową zabawką.?-Powiedział cicho. W jego głosie dało się słyszeć rozżalenie, ale tylko małe. Chłopak przełknął ślinę i kiwnął niepewnie głową. Wciąż był nieco sparaliżowany strachem. To, że wychował się gdzie wychował, nie znaczy, że musi zachowywać zimną krew w takich sytuacjach. Mężczyzna się uśmiechnął.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;-Idziesz ze mną.-Orzekł z poważną miną, znowu patrząc chłopakowi w oczy z zimnem. Bez uczuć. Nogi pod Naruto się ugięły.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;~***~&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;-Młotku, gdzie jesteś.?! Mam dość, nie chce mi się z tobą bawić.-Sasuke skończył odwalać robotę. Przy okazji lokowania blondyna zauważył, że tego idioty nie ma. Chodził teraz po domu. Wszedł na górę. Obleciał pokój swój i Naruto, przy okazji zostawiając tam część bagaży. Wszedł do biura, garderoby, pokoju dla gości. Wreszcie znalazł się przy łazience. Drzwi były otwarte, co było dziwne. Pedanteria, czy też jak wolał nazywać estetyka, nie pozwalała mu na zostawienie otwartych drzwi do łazienki. Wszedł do pomieszczenia nieco wkurwiony.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;-Naruto.!&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;Jednak jego tam nie było. Ostatnie pomieszczenie w domu-puste. Rozejrzał się raz jeszcze i zauważył, że pewien detal tu nie pasuje. Na białym dywaniku po środku, odcinającym się od czarnych kafelków, leżała ciemna wstążka w czerwone chmurki. Sasuke podniósł ją i scisnął w ręce. W środku cały się gotował.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;-Itaachiii.!!-Wrzasnął na całe gardło rozwścieczony.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;~***~&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;Mężczyzna pchnął Naruto na tył samochodu. Był większy, silniejszy i znacznie lepiej zbudowany. Blondyn próbował uciekać, darł się, ale to na nic. Chciał wybić szybę, lecz była twarda niczym zrobiona z diamentu. Ciemnowłosy usiadł na miejscu kierowcy. Oddzielała ich gruba szyba.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;-Ty skurwielu.! Co chcesz mi zrobić.?! Dlaczego.?! Przecież nawet cię nie znam.!-Blondyn miotał się i ciskał na tyle. Po kilku minutach padł na siedzenie zmęczony. Dyszał i rozglądał się próbując znaleźć jakieś wyjście z tej beznadziejnej sytuacji. Porywacz wreszcie się odezwał.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;-Uspokuj się, bo będę zmuszony do uciszenia cię w radykalny sposób.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;Naruto pochylił się w jego stronę.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;-Dupku.! Dlaczego to robisz.?!&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;-Spokój. I zapnij pasy, a nic złego ci się nie stanie.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;Blondyn nie miał zamiaru się uspokajać. Nienawidził tego auta, kraju, faceta na miejscy kierowcy. Nienawidził też siebie za głupotę i Sasuke za to, że go nie ochronił. Nie dotrzymał obietnicy. Ale jeszcze po niego przyjdzie. Tak. Napewno. Zaraz tu przyjdzie i… i co wtedy.?&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;-Sasuke mnie ochroni.! Słyszysz.?! Masz przejebane.!-Sam ledwo wierzył w to co mówi.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;Brunet uśmiechnął się lekko kącikiem ust, co tylko jeszcze bardziej zirytowało blondyna. Zaczął się rzucać, wyzywać i walić pięściami w szybę. Nagle usłyszał syk. Rozejrzał się dookoła. Dym. Po chwili zasnął. Nawet sam nie wiedział kiedy. &lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;Powoli się budził. Gdy otworzył oczy wszystko wirowało. Nie wiedział gdzie jest, ani co się stało. Podniósł głowę i zakręciło mu się. Chyba zaraz zwymiotuje… Był skrępowany, ale stał. Ręce przywiązane do czegoś, rozpostarte. Nie mógł stanąć pewnie na ziemi. Wisiał, ledwo dotykając grunt. Kaszlnął parę razy, ponieważ dropało go w gardle. Poczuł zimny podmuch na swoim ciele. Jest nagi.? O cholera. Oślepił go blask, ktoś zapalił światło. Nieprzyzwyczajone oczy piekły go i bolały. Kiedy mógł już patrzeć, otworzył oczy. Pomieszczenie nie miało okien i nie było w najlepszym guście. Po prawo kilka stopni prowadziło od drzwi w dół. Po tym Naruto wnioskował, że znajduje się w piwnicy. Spostrzegł również, że istotnie jest nagi. Pieczenie w gardle nie ustawało, więc kaszlał mimowolnie co chwilę. Usłyszał kroki za sobą i zamarł ze strachu. Przypomniał sobie co się stało.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6228173029317230177-5905472066360056460?l=you-stay-on-my-mind.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/feeds/5905472066360056460/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6228173029317230177&amp;postID=5905472066360056460&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/5905472066360056460'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/5905472066360056460'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/2010/04/6-sasunaru-iii.html' title='~6~ SasuNaru I/II'/><author><name>Tsuki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11402271605646754243</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9Xe21E2VP9E/S6PeGoITlkI/AAAAAAAAAFg/Pg63QUPqCL4/S220/Mikaru15.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6228173029317230177.post-4202330381361111005</id><published>2010-04-16T14:14:00.001+02:00</published><updated>2010-04-16T14:14:26.235+02:00</updated><title type='text'>~5~ SasuNaru</title><content type='html'>&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;br /&gt;Epizod wyszedł ciekawie. Trochę inny sposób i mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu :)&lt;br /&gt;Niedługo są święta, więc życzę wam wszystkiego co najlepsze i sił,&lt;br /&gt;aby udżwignąć przyszły rok. &lt;br /&gt;Mam nadzieję, że znajdę więcej czasu na pisanie, bo na razie&lt;br /&gt;dość krucho z tym u mnie.&lt;br /&gt;Itadakimasu^ &lt;br /&gt;~***~ &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;~5~ of można odebrać różne rzeczy, ale nie wolno miłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naruto spał długo i głęboko. Słońce świeciło już wysoko nad horyzontem, kiedy zaczął się budzić. Wynurzał się z ważkiego świata mar. Senne kształty rozpływały się w czerni. Przetarł oczy, przeciągnął się...&lt;br /&gt;-KYAAAH.!!-Wrzsnął. Niesamowicie bolał go tyłek. Rozejrzał się za Uchihą, ale drania oczywiście już nie było. Jak on lubił znikać ot tak. Naruczan sięgnął po swoje spodnie i wyjął z nich komórkę. Wstrzymał oddech z bólu i zacisnął zęby.&lt;br /&gt;-Niech cię cholera Uchihaa.!-Krzyknął, wyszukał jego numer i zadzwonił. Po kilku długich-jak dla niego- sygnałach usłyszał niski, chłodny głos bruneta&lt;br /&gt;~Młotku. Przeszkadzasz...-Nie dokończył&lt;br /&gt;-A co mnie to.?! Dupę mi rozrywaa a ciebie nic to nie obchodzi.!&lt;br /&gt;~Nie drzyj się tak. Następnym razem będę to ja.&lt;br /&gt;-Następnym.?-Sasuke już się rozłączył. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czy ten drań powiedział: następnym.? Świetnie. Chce następnego razu to go dostanie. Będzie się zwijał z bólu lepiej niż ja teraz. Wybiję mu z głowy pracę.!”&lt;br /&gt;-Ita-ta-tata-tai.!-Znowu poczuł ból. Ktoś otworzył drzwi łazienki. W drzwiach stanął jakże dumny z siebie, mokry brunet. Na biodrach miał bokserki a na głowie biały, hotelowy ręcznik. Blada skóra błyszczała od wody spływającej z czarnych włosów. Gapił się na Uzumakiego jak na idiotę.&lt;br /&gt;-Sasuke.?... To nie jesteś w pracy.?&lt;br /&gt;-Nie spryciarzu. &lt;br /&gt;-Temeee.!!-Naruto się wkurzył.&lt;br /&gt;-Co.?-Rzucił, sięgając po ciuchy. Zaniósł je do toalety, przebrał się i spowrotem poszedł do pokoju. Usiadł przy Naruto. Ten leżał rozwalony na łóżku, jeszcze w piżamie.&lt;br /&gt;-Młotku, nie wiem czy wiesz, ale o 12 mamy samolot do Japonii.&lt;br /&gt;-A która jest godzina.?-Blondyn mruknął trąc oczy.&lt;br /&gt;-10.30.-Naruto poderwał się. Jak mieli w półtorej godziny dojechać na lotnisko, po rzeczy Naruto i tak dalej.?!&lt;br /&gt;-Sasuke.! Mamy mało czasu.! Rusz się.! Pomóż mi i...-Ponaglał bruneta, miotając się po pokoju, podczas gdy ten spokojnie sobie siedział i patrzył na to przedstawienie, które mu kolega oferuje. Blondyn biegał do łazienki i z powrotem. Sasuke w pewnym momencie wstał, włożył ręce do kieszeni i wolno przeszedł przez pokój. Wszedł do salonu a potem do przedpokoju apartamentowca, wziął kurtkę i powiedział:&lt;br /&gt;-Rób co chcesz. Ja czekam w aucie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z tego co pamiętał Naruto, właśnie tak wyglądał poranek. Potem musiał odstawić cały cyrk z szukaniem samochodu tego drania, pakowaniem się i oczywiście Sakurwą. Żałosna była. Popłakała się nawet. Możliwe, że było to eksponowanie swojej znikłej, delikatnej kobiecości, przywiązania i troski czy czego tam, czego Naruto z jej strony nie doświadczył. Łatwo się domyślić, że był z nią Sai i te ekscesy były czystą grą. No cóż. W każdym razie to już było. Jest za blondynem. Daleko. Teraz jast z nim tutaj seksowny, wysportowany brunet o mlecznej cerze i czarnych oczach, w których Naruczan mógłby się utopić. Na te myśli na twarz Naruto wstąpił szeroki uśmiech. Siedział w business klasie z Sasuke i patrzył za okno, na warstwy chmur, przykrywające leniwy, brudny świat. Ten fałszywy świat, będący niczym innym, jak kawałkiem padliny, w którym buszują robale. Naruto postanowił nie pogrążać się w czarnych myślach. W końcu nowe życie i przygody są przed nim. Oczywiście te niegrzeczne przygody…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oderwał się od okna i powędrował wzrokiem po okolicy, aż natknął się na twarz Sasuke. Przestrzeń między jego brwiami zmniejszyła się i zmarszczyła. Brunet szybko i nieustannie pisał coś na klawiaturze laptopa.&lt;br /&gt;-Co robisz.?-Spytał Naruto wynudzony jak mops.&lt;br /&gt;-Mam cię ‘koło pały’.-Warknął nawet nie podnosząc spojrzenia czy przerywając pisania.&lt;br /&gt;-Całkowity wdupizm ogranicza bardziej niż przywiązanie. Liczy sie dynamizm w zmianie sposobu myślenia.-Wyparował Naruto. Sasuke przestał pisać, uniósł brwi i powoli odwrócił głowę w stronę blondyna. Spojrzał się na niego jak na idiotę.&lt;br /&gt;-Kotku.-Młotek dokończył z bananem na twarzy.&lt;br /&gt;-Nie zdobędzie się wiedzy w żadnej kategorii, nie poznając jej różnych aspektów. Nie wydaje mi się, abyś ty posiadał ich wiele, więc proszę cię, nie próbuj więcej w ten sposób filozofować. Dobrze.?-Nie czekając na odpowiedź wrócił do pisania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naruto zatkało. Oczywiście nie na długo. Pogłówkował chwilę nad ripostą, ale nie mogąc nic dobrego wymyślić, postanowił zadać pytanie w inteligentny sposób. Generalnie miał na celu wyprowadzenie z równowagi Sasuke.&lt;br /&gt;-A czym jest wiedza twoim zdaniem.? Bo do tej pory spotkałem sie z róznymi definicjami tego pojęcia.&lt;br /&gt;-Wiedza jest niezmierzonym skarbem cywilizacji, którego ty nie posiadasz.-Wycedził znad klawiatury.&lt;br /&gt;-Wiedza nas ogranicza…&lt;br /&gt;-Ciebie na pewno.-Westchnął cierpiętniczo Sasuke, doszukując się błędu, który prawdopodobnie gdzieś przed chwilą popełnił, przez tego dekla.&lt;br /&gt;-Czytałem kiedyś, że Einstein powiedział, że znajdzie się głupi, który czegoś potencjalnie zrobić nie może, a jednak mu się uda.&lt;br /&gt;-Już się znalazł. Przeczytałeś coś, mimo że czytać nie umiesz.-Sasuke posłał wredny uśmieszek blondynowi. Ten, naburmuszony usiadł prosto i skrzyżował ręce na klacie. Sasuke znalazł błąd, dokończył pisanie, zamknął laptopa i schował go. Odwrócił się do Naruto. chłopak tkwił niczym posąg. Oczy miał zabawnie prymrużone. &lt;br /&gt;-Przywiązanie nie ogranicza tak bardzo jak przeznaczenie. Jeśli ktoś wierzy w przeznaczenie to ono ma go w dupie i pokazuje mu środkowy palec.&lt;br /&gt;-Dlatego nie wierzysz w nie i używasz dezodorantów Playboy’a. Racja.?-Dokończył blondyn.&lt;br /&gt;-Właśnie…-Sasuke wyszeptał to do ucha Naruto, po czym je polizał swoim ciepłym językiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;On właściwie zawsze miał zimne dłonie i skórę, ale język jak na złość parzył. Z ucha przeszedł na szyję. Blondyn wstrzymał oddech. Odsunął się od ciemnookiego, spojrzał mu wymownie w oczy i pocałował. Głęboko, trochę agresywnie. Po dłużeszej chwili usiadł na brunecie, rozpiął jego garnitur i koszulę. Przejechał językiem po torsie bruneta. Położył rękę na nieco już nabrzmiałym penisie Uchihy. Całowali się dłuższą chwilę, podnosząc pożądanie. Powoli znikali ludzie i szum silnika. Chłopcy się bawili. Świetnie się bawili. Naruto przygryzł sutek Sasuke, który jęknął i zanurzył palce we włosach blondyna. Masował jego skórę delikatnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili usłyszeli czyjś głos.&lt;br /&gt;-Anou…&lt;br /&gt;Sasuke powoli otworzył powieki i zmarszczył brwi. Naruto szybko odskoczył na swoje miejsce, zaczął się wycierać i poprawiać wygląd. Tymczasem brunet niczym posąg tkwił dalej. Wyglądał jakby zbierała się w nim jakaś moc. Ganiew.? Chyba tak. Powoli przeniósł wzrok na stewardessę i zlustrował ją zimnym spojrzeniem. Dziewczyna była dość wysoka i smukła-jak to stewardessa. Miała ciemne, krótkie włosy i szare oczy. Dziwne w niej było to, że miała również czerwoną twarz…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Do rzeczy dziewczyno, trochę mi nie na rękę, ze tu w ogóle przylazłaś.-Powiedział chłodno Sasuke i podniósł się nieco na fotelu, by usiąść wygodnie. Nie przejmował się rozpiętą koszulą ani tamtą diewczyną. Patrzył na Naruto. Na jego piękne, błękitne niczym bezkresny ocean oczy. Stewardessa wreszcie przemówiła.&lt;br /&gt;-Mogliby panowie… ponieważ niektórzy pasażerowie… poza tym nasz kodeks i… kudasai.&lt;br /&gt;Naruto spojrzał na nią jak na debilkę. Sasuke oczywiście nie pozostał tym razem obojętny. Odwrócił się, westchnął i nie patrząc na nią nawet, spytał się:&lt;br /&gt;-Bo co.?&lt;br /&gt;Stewardessa pisknęła cicho, wybełkotała coś cicho i pobiegła czerwonym dywanem w stronę toalety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Patrz. Kibel.-Powiedział Naruto z uśmieszkiem.-To co teraz.?&lt;br /&gt;-Teraz.? Nie wiem.-Sasuke rozejrzał się, ubrał i usiadł na miejscu. Wbił się w oparcie i przymknął oczy.&lt;br /&gt;-Sasuke.?-Usłyszał głos Naruto. &lt;br /&gt;-Co...&lt;br /&gt;-Czy ty nie masz samolotofobii.?&lt;br /&gt;-Co kur…-otworzył oczy. Przed twarzą miał twarz blondyna. Zląkł się, ale nie dał po sobie tego poznać.&lt;br /&gt;-No wieesz, że boisz się latać.-Powiedział z miną znawcy i pokiwał głową.&lt;br /&gt;-Ja niczego się nie boję. Daj mi spokój, chcę iść spać.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6228173029317230177-4202330381361111005?l=you-stay-on-my-mind.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/feeds/4202330381361111005/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6228173029317230177&amp;postID=4202330381361111005&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/4202330381361111005'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/4202330381361111005'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/2010/04/5-sasunaru.html' title='~5~ SasuNaru'/><author><name>Tsuki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11402271605646754243</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9Xe21E2VP9E/S6PeGoITlkI/AAAAAAAAAFg/Pg63QUPqCL4/S220/Mikaru15.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6228173029317230177.post-3139279331893579839</id><published>2010-04-16T14:13:00.001+02:00</published><updated>2010-04-16T14:13:13.297+02:00</updated><title type='text'>~4~ SasuNaru</title><content type='html'>~4~ of można odebrać różne rzeczy, ale nie wolno miłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Sytuacja: droga restauracja, bogaty, seksowny koleś i... zero żarcia.!”&lt;br /&gt;Naruto.! Uspokój się. Jedzenie to nie wszystko. Każdy cieszyłby się na twoim miejscu aho. To, że owy ‘koleś’ chce cię zaciągnąć do łóżka to już inna historia. Chociaż nie powinieneś wybrzydzać, bo która by cię chciała... &lt;br /&gt;~**~&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Kelner.-Sasuke podniósł rękę.&lt;br /&gt;-Tak.? Wybrali już panowie.?-Przyszedł czerwony pingwin.&lt;br /&gt;-Właściwie chcielibyśmy wyjść.-Waiter posmutniał. Biedactwo…&lt;br /&gt;-Coś nie tak.?&lt;br /&gt;-Nie jesteśmy głodni.&lt;br /&gt;„Mów za siebie draniu...” Naruczanowi marzyło się Miso Ramen a na przystawkę podpieczone Dango. Nie wiedział co to, ale fajnie brzmiało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Tu pana napiwek. Dowidzenia.-Męszczyzna poszedł.-Zbieraj się.-Puścił oczko do blondyna. &lt;br /&gt;-H-hai...-Nie był pewien czy tego chce. Ba.! Nie był pewien czy ‘tego’ chce Sasuke. Nie wiedział co robić. Poprostu szedł. Nie miał nic lepszego do roboty, a do domu nie chciał wracać. Już nie raz było tak, że nocował gdzieś i Sakura nie wiedziała gdzie jest jej brat. Ona zresztą też tak robi, więc czemu on ma się spowiadać.? Dobre czasy, kiedy to się zarabiało 100 dolców i szło na dziwki w jakiś zaułek. Dajesz takiej Benjamina Franklina i masz zajęcie na całą noc. Ah, wspomnienia…;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naruto znowu znalazł się w ciemnym aucie bruneta. Aucie pachnącym kawą i papierosami. Nie jest to zwykły zapach papierosów. On pali inne-japońskie. Być może mają domieszkę cynamonu albo jakiegoś narkotyku. Jest to woń bynajmniej otumaniająca, która sama wdziera się w płuca i miło łechta zmysły, pogrążając w odprężeniu. Sasuke chyba nie zdaje sobie sprawy z tego jak nieziemsko pachnie. Naruto zaraz oszaleje. Spojrzał na uruchamiającego silnik bruneta. Drobne kropelki wody na odsłoniętej szyi i klatce, lśniły w blasku ulicznych latarni, bealboard’ów i tym podobnych oświetleniach Nowego Jorku. Aż chciało się je zlizać... Naruto zagryzł wargę i chłonął tą piękną grę światła, zapachu i jasnej skóry bruneta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Sasuke...-Wychrypiał.&lt;br /&gt;-Tak.?-Brunet zerknął kątem oka na toważysza. &lt;br /&gt;-Ummm... Już nic.-Naruto naszła zabawna myśl, że zaraz będzie to imię krzyczeć.&lt;br /&gt;Kiedy byli na miejscu oczom jego ukazał się jeden z droższych hoteli w mieście-Manderin Oriental.&lt;br /&gt;-Wyszukana nazwa, nie ma co.&lt;br /&gt;-Coś ci nie pasuje.?&lt;br /&gt;-Iie, no co ty. Wszystko w normie.&lt;br /&gt;Brunet podszedł do Naruto. Położył rękę na klatce chłopaka i przesunął nią w dół. Zatrzymał się na rozporku. Przytulił się drugą ręką i wsadził kolano między uda blondyna. Zaczął poruszać nogą.&lt;br /&gt;-W normie, mówisz.? Nie sądzę, ale zaraz się... Przekonamy.- Wyszeptał ostatnie słowo do ucha blondyna i ugryzł je. Naruczan zagryzł palec, żeby się nie zdradzić.&lt;br /&gt;-Ekhem.-Sasuke usłyszał kogoś za sobą. Odczepił się od Naruto i powoli opuścił ręce i odwrócił się w stronę nieproszonego gościa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Ja pierdolę, kolejny pingwin...-Podsumował Naruto. &lt;br /&gt;-Coś się stało.?-Spytał brunet z ironią w głosie.&lt;br /&gt;-Tak. Pan raczy wybaczyć, ale staram się zachować dobre imię hotelu. Nie życzę sobie takich scen przed wejściem.-Sasuke zrobił krok ku męszczyźnie. Patrzył się na niego z wyższością i pogardą najlepiej jak umiał.&lt;br /&gt;-Płacę ci kupę kasy za noc a ty nędzny szczurze nawet mnie nie poprosisz o kluczyki, żeby zaparkować moje auto.? Pomijam fakt, że mnie nie poznałeś, ale jednocześnie przypominam, iż zaraz-możesz-wylecieć.-Ostatnie słowa podkreślił. Facet przestraszył się nie na żarty.&lt;br /&gt;Drżącym głosem przeprosił, wziął kluczyki i dał nam spokój.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;,„Kim jest ten cholerny Sasuke, że wszyscy się go boją.?”&lt;br /&gt;-Młotku-Sasuke nawet się nie odwrócił.&lt;br /&gt;-Ee.?-Mruknął blondyn.&lt;br /&gt;-To idziesz czy będziemy tak stali przed tym pieprzonym wejściem.?&lt;br /&gt;-Jej, nie denerwuj się tak... Przecież idę.-Burknął i podążył za Sasuke.&lt;br /&gt;Hotel był wielki i wyglądał jak te z filmów o mafii i innych bogaczach, które Naruto oglądał, kiedy tylko jego TV działało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;~***~&lt;br /&gt;[Photo]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Whoa.! Jaki duży.!-Naruto rozglądał się wokół. Rozłożył się na kanapie i podziwiał nocne życie miasta. Poczuł oddech na barku. Odwrócił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Sasuke.?-Brunet położył głowę na ramieniu blondyna. Powiódł z pogardą oczami po mieście i zatrzymał się na błękitnych źrenicach Naruczana. Patrzyli tak na siebie dłuższą chwilę, po czym usta blondyna przybliżyły się do warg Sasuke. Musnął go i pochwili pocałował delikatnie. &lt;br /&gt;Sasuke odpowiedział i pogłębił pocałunek. Cholera... Drań był dobry. Blondyn po chwili usiadł na ciemnookim. Wsunął ręce pod bluzkę i madał snieżnobiałą, szeroką klatę bruneta i umięśniony brzuch. Po krótkim czasie koszula bruneta została rzucona gdzieś w kąt. Podobnie jak koszula Naruto. Chłopak poruszał się delikatnie w górę i w dół, biodrami w przód i w tył, pobudzając Sasuke. Ciało tego głąba było takie ciepłe… niepasujące do tego zimnego, obojętnego miasta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Zabiorę cię z tąd...-Wyszeptał, kiedy niebieskooki zszedł na szyję a potem składał pocałunki na klacie. Przestał. Wyprostował się i popatrzył głęboko w oczy partnera.&lt;br /&gt;-Wiesz… Jeszcze nigdy nie robiłem tego z facetem.-Przybliżył się tak, żeby móc wyszeptać do ucha męszczyzny.-Jesteś moim pierwszym… (ładniej brzmi po angielsku ._.)&lt;br /&gt;-I ostatnim.-Odpowiadział pewnie Uchiha. Naruczan spojrzał na niego rozbawiony.&lt;br /&gt;-Skąd ta pewność.?&lt;br /&gt;-Poprostu to wiem.-Uśmiechnął się chytrze i wpił się w usta chłopaka. Blondyn zaczął odpinać skórzany pasek Sasuke. Guzik. Rozporek. Brunet ściągnął spodnie, a Naruto wyjął penisa Uchihy. Pociągnął go i zaczął ssać główkę. Sasuke westchnął krótko. Robił loda przez chwilę, póki nie zrobił się twardy. Wtedy brunet odwdzięczył się Naruciakowi. Po dłużeszj chwili powiedział:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Dziś pokażę ci jak to się robi.-Po czym usiadł, oparł się o oparcie kanapy i powoli zaczął nabijać na siebie Naruto. Ten zamknął mocniej oczy, otworzył buzię i stękał raz po raz. Przytulił się do bruneta i skulił trochę.&lt;br /&gt;-Ahh… jest… taki wielki…Sasuke.!-Mruczał. Kiedy wszedł cały Sasuke poczekał aż Naruczan się rozluźni. Oddychał ciężko.&lt;br /&gt;-Wporządku.?-Spytał. &lt;br /&gt;-H-hai… więce…hn.! Chcę więcej.-Spojrzał niebieską źrenicą przez chwilę na bruneta. Zaczął się poruszać na nim. Na początku delikatnie, stękając coraz głośniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Postaram się, żeby to był najlepszy pierwszy raz, jaki mógłbyś mieć.-Powiedział Sasuke poczym położył Naruczana. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczął delikatnie całować jego szyję i potem klatę i poruszał się w nim powoli. Chwycił jego penisa i pociągnął. Zaczął robić mu laskę. Poruszał się w nim już pewniej. Naruto nigdy wcześniej się nie czuł tak… wspaniale.! Jasne skóra, ciemne włosy i oczy i ten odurzający zapach używek… On sam jest jak używka, jak narkotyk. Był wielki i rozpychał Naruto od środka, ale nie czuł już bólu. Czuł przyjemność. Cholerną przyjemność przy boku tego drania Sasuke. Obaj byli już na skraju. Rzeczy zaczęły tracić barwę, przedmioty swoje znaczenie, podobnie jak i słowa sens. Świat nie istniał. Było tylko ciepło drugiego ciała, jego oddech, szept, westchnienia i krzyk. &lt;br /&gt;Naruto zaraz…&lt;br /&gt;Jego serce… eksploduje.&lt;br /&gt;Oddech… się zatrzymał.&lt;br /&gt;-SASUKEEE.!-Krzyczał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mężczyzna doszedł w nim. Gorący płyn rozlał się w blondynie. Puenta, która doprowadziła go do końca. Na szczyt. Naruto opadł na Sasuke, dysząc ciężko. &lt;br /&gt;-Jesteś… taki wielki. I taki cholernie… dobry...-Wyszeptał między oddechami. &lt;br /&gt;-A ty byłeś taki ciasny… tak cholernie gorący… o kurwa. To było niesamowite.&lt;br /&gt;I zasnęli w objęciu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6228173029317230177-3139279331893579839?l=you-stay-on-my-mind.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/feeds/3139279331893579839/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6228173029317230177&amp;postID=3139279331893579839&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/3139279331893579839'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/3139279331893579839'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/2010/04/4-sasunaru.html' title='~4~ SasuNaru'/><author><name>Tsuki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11402271605646754243</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9Xe21E2VP9E/S6PeGoITlkI/AAAAAAAAAFg/Pg63QUPqCL4/S220/Mikaru15.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6228173029317230177.post-7529120705042530753</id><published>2010-04-16T14:11:00.001+02:00</published><updated>2010-04-16T14:11:40.388+02:00</updated><title type='text'>~3~ SasuNaru</title><content type='html'>Mam nadzieję, że tym razem bez błędów :))&lt;br /&gt;Epizod zaczyna się nieco inaczej od innych i jest &lt;br /&gt;to połączenie niesamowite.&lt;br /&gt;Moim zdaniem skromnym przynajmniej.&lt;br /&gt;Chyba nie będzieta mogli się doczekać kolejnego&lt;br /&gt;epizodu. A przynajmniej powinniśta ;))&lt;br /&gt;Itadakimasu^&lt;br /&gt;~***~&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;~3~ of można odebrać różne rzeczy, ale nie wolno miłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Stopień. Stopień. Stopień. Szarość. Ciemność. Zapach pleśni wdzierający się do nozdrzy. Grzyb wchodzący w ubrania. Plama. Plama. Krew.? Może... Tu tego pełno. I tylko gdzie niegdzie szparka światła, niczym nadzieja na lepsze. W końcu to ona umiera ostatnia. Szara codzienność... Jeżeli próbujesz przed nią uciec, to tylko ci to szkodzi.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naruto szedł w dół, rozmyślając o swoim życiu. Jeśli zaraz nic się nie stanie, chyba się... Zabije. W końcu on naprawdę nic nie znaczy. Kto o nim pamięta.? Kto o nim myśli.? Kto go szanuje i się dla niego stara.? Odpowiedź jest prosta: nikt. Nawet siostra go nie lubi.&lt;br /&gt;„Trudno. Trzeba iść na przód.” Otworzył drzwi. Oślepiło go słońce. Tylko tu mógł poczekać aż tamci dwoje skończą i Sai da mu na internet. Po kilku minutach obserwowania różnego pokroju ludzi, przewijających się przez ulicę, poszedł na górę. Para właśnie szła na kolację. Gdy się o tym dowiedział, wiele myśli plątało mu się po głowie. Były to raczej negatywy niż pozytywy. Boż... Co ten człowiek z nim zrobił.?!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-A gdzie pieniądze na kawiarenkę.?-Upomniał się Naruto. &lt;br /&gt;-Udław się nimi.-Powiedziała Sakura wychodząc i rzuciła mu paroma dolarami przed nosem.&lt;br /&gt;-A wsadź je sobie.!-Zdążył jeszcze odszczeknąć, zanim drzwi się zamknęły. Ale pieniądze wziął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;~***~&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś dzwoni na komórkę blondyna. &lt;br /&gt;„Pewnie to ta różowa menda. Ciekawe czego chce”&lt;br /&gt;-Halo.?&lt;br /&gt;~Naruto.?&lt;br /&gt;-KYAAAH.! Teme.! Skąd znasz mój numer telefonu.?!-Tak. To był tamten ciemnooki, seksowny brunet.&lt;br /&gt;~Mam nadzieję, że pamiętasz o naszym spotkaniu w Igirisu to Amerika.?-Spytał kompletnie ignorując Naruczana.&lt;br /&gt;-Ah, umm... Więc to tak się nazywało&lt;br /&gt;~Nani.? Mówiłeś coś.?&lt;br /&gt;-Iee.! ^^’ Znaczy, tak, pamiętam.-Ktoś zapukał do drzwi. Pewnie to teraz będzie Sakura. Ta kretynka ciągle o czymś zapomina. Niewiele zastanawiając się, blondyn podszedł do drzwi i otworzył.&lt;br /&gt;~Mam nadzieję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Konban’wa Naruto.-W drzwiach stał ów brunet. Objął on blondyna w pasie i przybliżył swoją twarz do jego.-Tęskniłeś.?&lt;br /&gt;-S-skąd ty... Jak ty?.. –Brunet wpił się w jego usta nie zważając na chłpaka. Ten natomiast po krótkim odpływie opanował się. Cofnął się o krok. Mężczyzna jednak poszedł za nim nie zwalniając uścisku. Powtórzył to jeszcze parę razy. Potknął się o własne łóżko. To, w którym przed chwilą...&lt;br /&gt;-KYAAAH.! IEE.! NIE TUTAJ.! Iee.! Przed chwilą...Sakura i Sai... Oni...-Ostatnie słowa niebieskooki wyszeptał do ust gościa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili jednak bardziej zajął go widok ściągającego koszulę bruneta. Wyglądał jak młody bóg.! Ciemne, lśniące włosy z grzyweczką, lekko opadającą na krucze oczy. Czarna koszula połyskiwała w zachodzącym słońcu. Powoli odsłonił się szeroki tors chłopaka. Materiał opadł ceremonialnie w dół, a oczom blondyna ukazały się... Ah jakże piękne bicepsy. Nasz Młody Bóg opadł na ‘zdobycz’, po czym spojrzał na Naruczana zimno, z nutką rozbawienia. Przymknął go pocałunkiem. Naruto domyślił się, że siłowanie się z nim nic nie da. Wszedł w jego grę i obrócił zasasy przeciw partnerowi. Mianowicie... Poddał się. Po chwili brunet zrobił przewidywalny krok. Mianowicie: zmiękł. Naruto przewrócił go, oderwał się od niego i usiadł na nim przytrzymując mu ręce. Patrzyli się tak na siebie na chwilę, wsłuchując się w swoje oddechy.&lt;br /&gt;-Nie jestem twoją zabawką.!-Wydyszał. –Nie wiem jak się nazywasz i w ogóle, a ty znasz mój numer i.. I wiesz gdzie mieszkam.! Czemu tak mnie traktujesz.? Jestem dla ciebie tylko… dziwką.?!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brunet popatrzył chwilę na niego. Oczywiście pokerowa twarz i zimne spojrzenie towarzyszyły mu, niezależnie od sytuacji. Naruczan kontynuował swój wywód na temat poniewierania i lekceważenia jego jakże świetnej osoby. W końcu Sasuke ręką odepchnął blondyna, który usiadł. Ciemnooki usiadł obok niego. (sry za powtórkę)&lt;br /&gt;-Nazywam się Uhicha Sasuke. Mieszkam w Japonii, a mój numer już masz.-Naruto dopiero teraz na to wpadł. &lt;br /&gt;Co za głąb.&lt;br /&gt;-Prowadzę tam duży koncern.-Kontynuował- Wiesz, rodzinna firma i tak dalej... Tutaj jestem, żeby rozkręcić nowy punkt na mapie mojej sieci. Niedługo wyjeżdżam do domu. A ty zgodziłeś się jechać razem ze mną.&lt;br /&gt;-Co.?! Ja myslałem, że chodzi ci o pocałunek jako lekcję a nie o wyjazd.! Sasuke teme, nic nie mówiłeś o wyjeździe.!-Ciemnooki uciszył go gestem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Owszem, mówiłem. Poprostu zapomniałeś.&lt;br /&gt;-I nie uciszaj mnie w ten sposób.!- Aż wstał. Zacisnął pięści. Sasuke stanął mu naprzeciw.&lt;br /&gt;-Uspokuj się.-Powiedział i ubrał się.-Głodny jestem. Idziemy do Igirisu to Amerika czy nie.?&lt;br /&gt;-H-hai.-Odpowiedział po paru głębszych i podążył za brunetem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;~***~&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lokal był duży i bogaty w złoto, żyrandole, obrazy, lustra i tym podobne rzeczy. Kelnerzy uwijali się od stolika do stolika by jak najlepiej obsłużyć klientów i jak najszybciej spełnić ich zamówienia. Pełna klasa poprostu. Blondyn stał nieelegancko jak wryty i gapił się na ten spektakl. Zazwyczaj chodził do budek z chińskim żarciem lub coś w ten deseń, więc nie wiedział jak się zachować. W dodatku ten brunet*ekchem*Sasuke... Kto bywiedział, że trzeba najpierw zarezerwować stolik a potem podejść do kolesia przy takim czymś i się zgłosić, że się jest.? Niebywałe. To powodowało, że Naruczan nie był zbyt pewien siebie jak to zazwyczaj ma miejsce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-(...) Zaprowadzę panów.-Usłyszał głos męszczyzny w śmiesznym, czerwonym fraczku.&lt;br /&gt;Ich stolik znajdował się w dość odludnionym i cichym kącie przy oknie. &lt;br /&gt;-Jakie to typowe.! Nie stać cię na nic lepszego.?-Naruto wyśmiał Sasuke siadając.&lt;br /&gt;-O co ci chodzi młotku.?-Spytał elegancik patrząc się spodełba.&lt;br /&gt;-O miejscówkę.&lt;br /&gt;-Jak się nie podoba możemy iść do McDonald’sa.-Brunet usiadł w swojej ulubionej, biurowej pozycji. Patrzył na towarzysza przenikliwym wzrokiem z kamienną twarzą. Blondyn kręcił się i rozglądał.&lt;br /&gt;-Umm... Może być.-Mina konesera. Brunetowi wydało się to nawet zabawne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chłopak popatrzył w drugą stronę-za wielką szybę. Wyglądało to jak telewizja. W środku przepych i wykwintne dania a za oknem.? Szarość. Deszcz. Ludzie biedni i mijający ich bogatsi, tak bezduszni. W większości przynajmniej. Tu jest ciepło, ale na zewnątrz nie. Jak dobrze, że nie muszą siedzieć teraz w jakimś fast food’zie.!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Młotku.-Z zamyślenia wyrwał go głos Sasuke.-Może zajrzyj w kartę. Chyba, że czytać nie umiesz...&lt;br /&gt;-Kąsisz.&lt;br /&gt;-Ciebie.?Zawsze. A teraz wybierz coś.&lt;br /&gt;Naruczan zerknął w Menu. Ceny były w kosmos, lecz wszystko pysznie się zapowiadało: homar, łosoś, kawior, ambrozja i tym podobne. Aż nie wiadomo, na co się zdecydować. Powoli, nie wiedzieć czemu, przeniósł swój wzrok powyżej karty i spojrzał na bruneta. Ich spojrzenia się spotkały. Milczeli tak dłuższy czas, zatopieni w tej magicznej chwili. &lt;br /&gt;Przynajmniej według blondyna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Nie jestem głodny.-Stwierdził Sasuke. Naruczan powoli opuścił menu i odłożył je, nie spuszczając wzroku. Uniósł wymownie jedną brew.-Pojedźmy do mojego hotelu.&lt;br /&gt;Jak on mógł pomyśleć, że.?!... Ten cholerny Sasuke, chyba naprawdę myśli, że Naruto to dziwka.!&lt;br /&gt;-Nie mam w zwyczaju, żeby...-Brunet przymknął malinowe usta swoim palcem.&lt;br /&gt;-Ćśś... Nie martw się o nic.-Powiedział.-Poprostu chodź.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6228173029317230177-7529120705042530753?l=you-stay-on-my-mind.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/feeds/7529120705042530753/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6228173029317230177&amp;postID=7529120705042530753&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/7529120705042530753'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/7529120705042530753'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/2010/04/3-sasunaru.html' title='~3~ SasuNaru'/><author><name>Tsuki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11402271605646754243</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9Xe21E2VP9E/S6PeGoITlkI/AAAAAAAAAFg/Pg63QUPqCL4/S220/Mikaru15.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6228173029317230177.post-453071119970514899</id><published>2010-04-16T14:10:00.001+02:00</published><updated>2010-04-16T14:10:44.323+02:00</updated><title type='text'>~2~ SasuNaru</title><content type='html'>~2~ SasuNaru &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten epizod dedykowany jest dla Sory :**&lt;br /&gt;Specjalnie go przyspieszyłam dla niej. &lt;br /&gt;~***~ &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;~2~ of można odebrać różne rzeczy, ale nie wolno miłości...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nazywam się Uzumaki Naruto. Chwilowo jestem bezrobotny. Stoję właśnie z CD ze swoim curriculum vitae w ręce, gapiąc się na przystojnego męszczyznę, siedzącego za ciemnym biurkiem. Mam się starać u niego o pracę. Pech chciał, że nawrzucałem mu trochę przy naszym wcześniejszym spotkaniu. Wolałbym jednak do tego nie wracać...”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Tak.?-Spytał zimnym głosem. Pochylił się nad biurkiem i podparł się o ręce jak zazwyczaj robią to biznesmeni.(Mam na myśli złapanie w dłoń swojej pięści... Pewnie wiecie o co chodzi xd) Jego lśniący, czarny garnitur powodował, że skóra zrobiła się jeszcze bledsza, a biała koszula pod spodem garnituru podkreślała ciemne oczy i włosy. Wyglądał nieziemsko. Po wypowiedzianych słowach przez męszczyznę, Naruto zawiesił się. Drgnął po chwili. Postanowił grać na pewniaka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Więc przyszedłem starać się o posadę.-Powtórzył. Biznesman mruknął w odpowiedzi. Westchnął i wyciągnął się na fotelu. Po chwili usiadł prosto i spojrzał w oczy blondynowi.&lt;br /&gt;-Ma pan CV.?-Spytał jakby od niechcenia. Naruto myślał, że go walnie. Nienawidził być tak traktowany. Wystarczy mu siostra, rodzice, najbliższe otoczenie. Czy reszta świata też musi go uważać za totalnie nieważnego i nieprzydatnego.?! Uspokoił się jednak.&lt;br /&gt;-Oczywiście. Proszę.-Podał płytkę. Ciemnowłosy odpalił ją i wgapił się w monitor. Po kilku minutach (dla blondyna-wieczność), męszczyzna przemówił.&lt;br /&gt;-Uzumaki Naruto.&lt;br /&gt;-Tak&lt;br /&gt;-Czego pan oczekuje z doświadczeniem...-Kliknął parę razy-cytuję: „praczki, sprzątaczki, szofera, ogrodnika, magazyniera na pół etatu” i tym podobnych.?&lt;br /&gt;Ciemnowłosy wlepił wzrok w biednego Uzumakiego. Badał go i świdrował nim, przebijał na wylot tymi chłodnymi gałkami. Blondynowi aż dreszcz przebiegł po plecach.&lt;br /&gt;-Etou... Mógłbym być pańskim szoferem na przykład.-Podał pierwszą lepszą fuchę. Boss uśmiechnął się drwiąco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Nie sądzę.&lt;br /&gt;No szlag.! Zaraz go walnie.! Czuł jakiś ogień w sobie, który ledwo poskromił. Dość często mu się to zdarzało. Zapewne jest to wina jego charakterku.&lt;br /&gt;-To mogę sprzątać.-Burknął. Ciemnooki wstał. Włożył lewą rękę do kieszeni. Podszedł do okna. Po chwili odwrócił się. Spojrzał na chłopaka. Podszedł do niego. Kiedy był na wyciągnięcie ręki, ciągle się zbliżał. Uzumaki cofnął się. Ale tylko o krok. Ich twarze były niebezpiecznie blisko siebie. Na szczęście blondyna, nie czuł jeszcze oddechu współrozmówcy. Ten uśmiechnął się lekko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-A, co powiedziłby...-Wsadził kolano między nogi chłopaka-pan... Na kurs językowy.?-Zaczął lekko poruszać kolanem.&lt;br /&gt;-Hnn-Naruczanowi wyrwało się. Po chwili jednak się opanował-byle nie francuski. Ten mam już opanowany.-Uśmiechnął się wrednie.&lt;br /&gt;Postanowił poderwać go. Zobaczy jak rozwinie się sytuacja.&lt;br /&gt;-Tak sądzisz.?-Spytał czarnowłosy, po czym przybliżył swoją twarz do ‘ofiary’. Ich nosy się stykały. Naruto poczuł kawę i papierosy. Zabawne. Niby odużający i niemiły zapach, ale jednak tak delikatnie drażni jego zmysły... Uzumaki poczuł również jego ciepły oddech. Ich usta się zetknęły. Otworzył szerzej oczy, po czym je przymknął. &lt;br /&gt;Nic się jednak nie stało.&lt;br /&gt;Nic.&lt;br /&gt;No kurde.! Otworzył jedno oko. Co za drań.! Cały czas stał. Tym razem jego oczy coś wyrażały. Była to kpina. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otworzył usta i...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-A może... Wolałbyś nauczyć się japońskiego.?-Spytał szeptem powoli i wpił się w usta Naruto. Ten otworzył oczy. Zrobiły się wielkie ze zdziwienia. Nie spodziewał się tego.! Brunet znowu zaczął poruszać nogą. Jego język badał usta chłopaka. Objęli się. Blondyn trochę mniej pewnie-jedną ręką.&lt;br /&gt;„Cholera... Jest dobry” pomyślał niebieskooki. Kiedy już czuł kolejną zbliżającą się nutę euforii, biorących się z poczynań bruneta, coś ją przerwało. Ów brunet odsunął się.&lt;br /&gt;-To jak.?&lt;br /&gt;-...&lt;br /&gt;-Zgadzasz się.?-Uniósł brew do góry.&lt;br /&gt;-Umm. Zależy, o co panu chodzi.-Ciemnooki uśmiechnął się lekko na słowo ‘pan’. &lt;br /&gt;-Chciałbym cię zabrać ze sobą do Japonii.-Chłopak wciąż był ogłuszony poprzednimi zdarzeniami.&lt;br /&gt;-Co.? Na jak długo.?- Spytał głupawo.&lt;br /&gt;-Na jak długo będziesz chciał.-Podszedł do okna i odwrócił się tyłem do Naruto.&lt;br /&gt;-Etou... Nawet pana nie znam.&lt;br /&gt;-No to się poznajmy-Spojrzał na gościa-dziś o 18 w Igirisu to Amerika, zgoda.?&lt;br /&gt;-A praca.?-W końcu po to tu przyszedł, a nie, żeby umawiać się ze zboczeńcami.! Zaraz. Może on wziął go za łatwą dziwkę.?! O nie, tak się nie pozwoli traktować.! Już on mu pokaże na kolacji w tym to rika czy coś.!&lt;br /&gt;Męszczyzna podszedł do blondyna i nachylił się nad nim.&lt;br /&gt;-Kiedy jesteś ze mną... Nie musisz pracować.-Wyszeptał.-Nie musisz się martwić... O nic.- Wyprostował się i uśmiechnął przekrzywiając lekko, życzliwie głowę.&lt;br /&gt;-Ne. To jak, Naruto.?&lt;br /&gt;-Ha-hai. Przyjdę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;~ ***~&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No nie wierzę.! Jak on dał się tak omotać temu.. Temu!... Zaraz. Nawet nie znał jego imienia czy nazwiska. Owszem, było napisane na drzwiach i sekretarka jeszcze je wspominała, ale brzmiało tak... Dziwnie. Na pewno nie tak ładnie jak Uzumaki Naruto.! W innym przypadku zapamiętałby. Szedł teraz do domu. Zastanawiał się nad tym wszystkim, co się zdarzyło. Doba strona to ta, że wyjedzie z tego miasta, z tego kraju do pięknej Japonii. Do kraju sztuki anime, mangi, kwitnącej wiśni, gejsz i czego tam jeszcze... W każdym razie będzie z dala od Sakurci i tego jej Sai’a czy jak mu tam. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwila. Czy ten drań nie spławił go przypadkiem w klasycznym stylu.?&lt;br /&gt;No... W zasadzie mógłby. Wymyslił pierwszą lepszą japońska nazwę, rzucił godzinę, a może właśnie teraz jest w odrzutowcu, w drodze do japonii.? Jasne.! Kolejny dzień spędzony na niczym.! A już cieszył się jak głupi, ze będzie zwiedzać gejowskie otchłanie swego umysłu i duszy. No pięknie poprostu. Jeszcze ledwo pamięta nazwę tego lokalu. Nie, nie może zadzwonić do niego, bo oczywiście nie ma wizytówki.! Ugh. Co za człowiek...&lt;br /&gt;Trudno. Pójdzie do domu i poszuka tego w kawiarence, w sieci na dole.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy wszedł do mieszkania zastał swoją siostrę w uścisku Sai’a na... O zgrozo. Na jego łóżku.&lt;br /&gt;-Sakuraa.! Baka.! To moje łóżko.! Nie możesz dawać dupy na swoim.?!-Podniósł pięść w geście irytacji.&lt;br /&gt;-Ty wstrętny śmieciu.! Musiałeś akurat teraz.?...-Pisnęła w stronę brata odrywając się od kochasia.&lt;br /&gt;-Poczekaj-Przerwał jej Sai-Cześć Naruto.-Wstał i podał mu rękę. Ten spojrzał na gest i podał swoją z łaską.&lt;br /&gt;-Witaj Sai.-Powiedział z zabawną wyższością.-Możecie się mizdrzyć gdzieś indziej.?!-Z powrotem wydarł się na Sakurwę-W zasadzie wisi mi to co robicie, bo i tak ubieram sie i idę do kawiarenki na dół. Tylko przestańcie walać się po moim łóżku.&lt;br /&gt;-Oh.! Czyżby nasza ostatnia ofiara losu, miała niskobudżetową randkę.? I to w kawiarence internetowej... żałosne.-Podsumowała różowowłosa.&lt;br /&gt;-Idę na randkę z...-Zaraz. Chyba nie powie, że umówił się z biznesmanem.?!-Z kimś ważnym. I bogatym.-Wytknął język i pomaszerował do łazienki, gdzie postanowił odświeżyć siebie i garnitur.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po tym jak przebrał się grzecznie i wypachnił, postanowił wreszcie wyjść z łazienki. Para bezwstydnie kiełbasiła się pod kocem, sapiąc i chichocząc. &lt;br /&gt;-Jesteście obrzydliwi.!-Powiedział drukowanymi literami. Po chwili dodał-Sai, daj na kawiarenkę...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6228173029317230177-453071119970514899?l=you-stay-on-my-mind.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/feeds/453071119970514899/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6228173029317230177&amp;postID=453071119970514899&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/453071119970514899'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/453071119970514899'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/2010/04/2-sasunaru.html' title='~2~ SasuNaru'/><author><name>Tsuki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11402271605646754243</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9Xe21E2VP9E/S6PeGoITlkI/AAAAAAAAAFg/Pg63QUPqCL4/S220/Mikaru15.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6228173029317230177.post-7250156725836432457</id><published>2010-04-16T14:09:00.000+02:00</published><updated>2010-04-16T14:09:21.576+02:00</updated><title type='text'>~1~ SasuNaru</title><content type='html'>Więc nowe opowiadanie czas zacząć.!^-^&lt;br /&gt;Będzie to SasuNaru albo NaruSasu.&lt;br /&gt;Zależy w jakich sytuacjach.&lt;br /&gt;Potem przekonacie się, że trudno to określić.&lt;br /&gt;Co do tego typu opowiadań, to najbardziej przypasował mi tekst od RainingDay.&lt;br /&gt;Było krótkie i liryczne jak dla mnie. &lt;br /&gt;Dziękuję wszystkim, którzy starali się mi pomóc.&lt;br /&gt;Zapraszam do rozpoczęcia nowej przygody.!^&lt;br /&gt;Miłego &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;~1~ of można odebrać różne rzeczy, ale nie wolno miłości...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Promienie tak fajnie ogrzewają twarz. Czy nie jest miło z samego rana poczuć takie ciepło.? One zawsze napawają optymizmem. No... Prawie zawsze. Są dni, kiedy poprostu wiesz, że masz przetyrane. Ten na szczęście do tych nie należał. Przynajmniej nasz główny bohater tego nie zakładał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Naruto.! Wstawaj głąbie.! Robota sama się nie znajdzie.!-Usłyszał piskliwy głos. Boże. Czy ta dziewucha zawsze musi go budzić, co rano i to w ten sposób.?!&lt;br /&gt;-Zamknij się... Zdechnąć można.-Naruto mruknął w poduszkę, przewracając się na bok. Usiadł i otworzył oczy. Dziewczyna o różowych włosach, niskiego wzrostu, miotała się po pokoju robiąc rozpierdol. Ubrana była w spodnie i stanik. Blondyn skrzywił się na widok boczków i fałdek. W dodatku miała z duży stanik. O wiele za duży. Uśmiechnął się lekko&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Próbujesz poprawić sobie samoocenę za dużym stanikiem.? Ne, Sakura-chan, Sai i tak cię wystawi.-Dopiekł jej. Stanęła nagle. Odwróciła się w stronę chłopaka powoli. Między ich spojrzeniami, blondyn wyobraził sobie pioruny. Nie zdążył załapać, o co chodzi i co się dzieje a już dostał w ryj.&lt;br /&gt;-Powiedz tak jeszcze raz to cię zabiję.! Kochamy się a on nie mógł przyjść ostatnim razem.! Miał pracę, nie to co ty, wstrętny pasożycie.!-Różowowłosa siedziała na nim okrakiem lewą ręką szarpiąc go za koszulkę a prawą sciskając w uniesioną pięść. Chłopak ledwo się obudził a już mu się oberwało.&lt;br /&gt;-Sakura.! Przestań.! Przestaań.! Uspokój się.! Tylko żartowałem.! Puść mnie, no.!-Krzyczał razem z nią.&lt;br /&gt;-Ugghr.-wszystko się w niej gotowało ze złości-tym razem masz szczęście. Muszę wyjść za godzinę, więc mam mało czasu.-burknęła w kierunku Naruto. Podeszła do lustra wiszącego na całej szerokości drzwi wejściowych i zaczęła się pindrzyć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mieszkali w pokoju z kuchnią i łazienką. W zasadzie tylko z łazienką, bo kuchnią był kawałek sporego pokoju, odzielony meblościanką. Niebieskooki wziął jakieś ciuchy i poszedł wziąć prysznic. Walnął je gdzieś na pralkę, rozebrał się i wskoczył do kabiny. Odkręcił wodę. Jak ciepło... Jak przyjemnie... To jego najulubieńsza część dnia. Resztę spędza na szlajaniu się po wielkim Nowym Yorku w poszukiwaniu jakiejś pracy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kilku minutach i mililitrach różnych płynów, wyszedł. Spojrzał w lustro. Kosmyki włosów sięgające mniej więcej do ramion lśniły od wody. Podobnie z resztą jak całe jego ciało. Miał trochę mięśni i uważał, że jest przystojny. Z resztą zawsze jak wychodzi znajduje potwierdzenie dla tych myśli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jebane wykształcenie” warknął w myślach. Tylko i wyłącznie przez nie ukończenie jakiejś szkoły średniej nie pyjęli go. Zapierdzielałby teraz po wybiegu, albo prężyłby się napakowany i przy kasie w jakimś yakuzzi z laskami. Albo facetami... Sam nie wiedział czy jest hetero czy homo. Jak widzi jakąś dziewczynę na ulicy, która nie grzeszy urodą to za nią się ogląda. Wstręt do jego przyrodniej siostry łatwo wyjaśnić, ale jak można wyjaśnić fakt, iż podniecają go faceci nasmarowani oliwką w babskich magazynach.?! Nie chciał dopuszczać do siebie myśli, że może być bi. W końcu to nie jest normalne.! Wpajano mu to do głowy, ale żyje w Ameryce. Tu niełatwo zachować jakiekolwiek wartości. Szczególnie, jeśli sporo czasu spędza się na brudnych ulicach...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy wyszedł z łazienki Sakura jeszcze mocowała się sama ze sobą. Zakładała rajtuzy. Zrezygnowała chyba ze spodni. Podskakiwała na jednej nodze i trzymała jedną rękę komórkę. Nawet nie wie jak debilnie teraz wygląda.&lt;br /&gt;-Baby...-Mruknął pod nosem i westchnął. Przechodząc koło Sakury popchnął ją na łóżko i powiedział, że wychodzi i nie wie, kiedy będzie i, że ma telefon. Ignorując wrzuty pod swoim adresem, zamknął drzwi.&lt;br /&gt;Nowy Jork.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miasto to już było rozbudzone mimo dość wczesnej godziny. Blondyn wciągnął powietrze stojąc u szczytu schodów. Rozejrzał się. Tu jakaś baba sprzedawała kwiatki, ludzie, tam stoisko z hot-dogami, ludzie i tak dalej. Wszyscy się spieszyli do pracy, szkoły lub choćby na wyprzedaż. Założył ręce za głowę i szedł wolniej od wszystkich, we wcześniej obranym kierunku. Postanowił iść do nowej dzielnicy. Trochę daleko, ale słyszał, że warto. Nowootwarta, więc powinno się znaleźć coś do roboty. W połowie drogi, w parku zderzył się z jakąś personą. Upadł. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Ała...-Spojrzał na otarte dłonie. Wkurzył się.-Możesz trochę uważać.?! Zależy mi dziś na wyglądzie.! No kurde, no.! Co żal...&lt;br /&gt;-Przepraszam. To było niechcący-usłyszał męski głos pełen chłodu. Uzumakiemu nie spodobało się to. Czy ten gbur uznał go za totalnego śmiecia.?! Czemu zawsze ludzie tak zachowują się w stosunku do niego.? Blondyn spojrzał spodełba na sprawcę całego zdarzenia. Był to wysoki brunet o czarnych włosach i ciemnych oczach. Był w garniturze z jakąś teczką. Wyglądał na japończyka. Ale zaraz... Czy oni nie są niżsi.?!&lt;br /&gt;Blondyn wstał, otrzepał tyłek i spojrzał na pingwina.&lt;br /&gt;-Myślisz, że jak jesteś wysoki, przystojny i zarabiasz kupę szmalu to możesz innym niszczyc życie.?!-Naruto nie boi się ludzi takich jak on. Jest pyskaty. Kiedy skończył spojrzał na męszczyznę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już go nie było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozejrzał się w okół-nikogo podobnego nei było. Niech on tylko spotka tego gościa jeszcze raz, a nie ręczy za siebie.! Jak mógł tak poprostu odejść nie mówiąc nic.?! Chamstwo. Chamstwo, egoizm i drobnomieszczaństwo.! &lt;br /&gt;„Dobra, uspokój się.” skarcił się w myslach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszedł na to nowe osiedle i aż stanął. Wszędzie ładne, duże domy a w centrum szklane, nowoczesne wieżowce. Wszystko ślicznie się komponowało z lekko więdnądymi już na różne kolory liśćmi drzew. Ludzi nie było zbyt wiele. Po dłuższym spacerze Naruto wiedział już jak życie tu wygląda. Pan iksiński wstaje. Pan iksiński ubiera garnitur. Pan iksiński idzie na zapieprz a pani iksińska przycina kwiatki i piecze ciasta. Sztuczna atmosfera sasiedzkiej uprzejmości. &lt;br /&gt;Wkurzające. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszedł do jednego z wielkich gmachów w nadzieji o pracę. Może czyścić kible i podłogi, może być szoferem, ogrodnikiem czy kimkolwiek, byleby miał robotę, bo nie wytrzyma z tamtą mordoklejką. Poszedł na górę, sekretarka go przyjęła. &lt;br /&gt;Otworzył ciężkie, drewniane drzwi. &lt;br /&gt;Wszystko pachniało świeżo i nowo. &lt;br /&gt;-Dzień dobry. Nazywam się Uzumaki Naruto. Przyszedłem w sprawie pracy i...-Zabrakło mu słow. &lt;br /&gt;Czarny fotel po drugiej stronie biurka odwrócił się. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W fotelu siedział przystojny, zniewalający męszczyzna o czarnych włosach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten sam, który był wtedy w parku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6228173029317230177-7250156725836432457?l=you-stay-on-my-mind.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/feeds/7250156725836432457/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6228173029317230177&amp;postID=7250156725836432457&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/7250156725836432457'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6228173029317230177/posts/default/7250156725836432457'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://you-stay-on-my-mind.blogspot.com/2010/04/1-sasunaru.html' title='~1~ SasuNaru'/><author><name>Tsuki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11402271605646754243</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9Xe21E2VP9E/S6PeGoITlkI/AAAAAAAAAFg/Pg63QUPqCL4/S220/Mikaru15.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
